piątek, 24 stycznia 2014

DWA KARTONY PO BUTACH

Leszek Miller nie ma szczęścia do Adamów. Najpierw Adam Michnik pozbawił go funkcji premiera, teraz Adam Goldberg usiłuje go wsadzić do więzienia. Opublikował on, Adam Goldberg, w "Washington Post" artykuł, w którym opisuje detalicznie jak CIA przekazała polskiemu wywiadowi 15 milionów dolarów, słownie (piętnaście milionów). Poczytajmy:
"Pewnego zimowego dnia na początku 2003 roku dwaj wysocy rangą funkcjonariusze CIA zjawili się w ambasadzie amerykańskiej w Warszawie po dwa duże, kartonowe pudła. Były w nich paczki banknotów – łącznie 15 milionów dolarów, które wcześniej przyjechały z Niemiec w przesyłce dyplomatycznej".
Żyję już na tym świecie dość długo, widziałem mnóstwo wydarzeń, wiele podróżowałem po świecie i sądziłem, że już nic mnie nie zdoła zadziwić. Adam Goldberg zdruzgotał moją wiedzę i doświadczenie. Udowodnił, że nowocześni amerykańscy dyplomaci używają do przewożenia poczty dyplomatycznej kartonów po butach (zdjęcia kartonów pokazała TVN 24). To mnie też zaskoczyło, bo w dwóch kartonach po butach 15 milionów dolarów nie zmieści żaden cudotwórca.
Wracam do tekstu artykułu. Cytuję za Onetem: "Mężczyźni zapakowali pudła do furgonetki i przejechali ulicami Warszawy do siedziby polskiego wywiadu. Tam spotkali się z pułkownikiem Andrzejem Derlatką, zastępcą szefa Agencji Wywiadu, i dwoma jego współpracownikami".
Wyjaśniam, że nie był to pułkownik Andrzej Derlatka tylko ja we własnej osobie, przebrany osobiście za Derlatkę. Przejąłem zielone i własną syrenką przewiozłem je do babci na wieś i schowałem w szopie. Zostałem jednak ukarany, bo szopa spłonęła, ale duch szopy rozkwita. Za kilka dni dowiemy się, że pieniądze przejął Leszek Miller, co poświadczy, lewicowiec Janusz Palikot, a dowiedział się o tym od samego Aleksandra Kwaśniewskiego w Davos, świadkami byli Marek Siwiec i Ryszard Kalisz. Czego oni szukali w Davos nie wiem, ale mogę się domyślić co pili.
Dziś Janusz Palikot W "Piaskiem po oczach" zaklinał się przed Konradem Piaseckim, że Kwaśniewski wiedział o więzieniach, ale kierując się szlachetnymi pobudkami nie przyznawał się do tego, choć to mąż prawdomówny. Piasecki nie podzielił tego zdania i przypomniał aferę z tytułem magistra.
Zaś Tomasz Marzec w "Czarno na Białym" udowodnił, że Miller to typ z pod ciemnej gwiazdy, bo nie tylko dręczył terrorystów w Kiejstutach, prawdziwość swoich twierdzeń dokumentował zdjęciami ukazującymi tortury, ale, co gorsze, maltretował działaczy Solidarności w czasie stanu wojennego. Tu też podparł się zdjęciami z filmu fabularnego.
Adam Goldberg wyjmuje zielone z kartonów po butach, skrupulatnie je przelicza i zaciera ręce z radości. Rzucił myśl, a media polskojęzyczne ją złapały.
Całe szczęście, że minister, pan Radosław Sikorski, który nie zdążył jeszcze zburzyć Pałacu Kultury i Nauki, oświadczył, że nie zamierza komentować artykułu wymierzonego w lewicę, zamieszczonego w "Washington Post".



wtorek, 21 stycznia 2014

COŚ MI TU NIE GRA

Najpierw fakty. Ze względu na pogodę spóźniły się, skandalicznie, dwa dalekobieżne pociągi. I w tej sprawie wypowiedziała się rzeczowo i szczerze wicepremierka, pani Elżbieta Bieńkowska. A trzęsiportek, pan Donald Tusk, przeprasza i publicznie się kaja. Takie zachowanie rządzących może się zdarzyć tylko w Polsce. Jeżeli z powodu spóźnienia dwóch pociągów zabierają głos wicepremierka i sam premier to w tym państwie źle się dzieje. Za spóźnienie dwóch pociągów powinien przeprosić i pieniądze zwrócić dyrektor PKP. Ale Polskie Koleje Państwowe już nie istnieją. Przygłupy zamieniły je w spółki i inne firmy. W ten sposób zorganizowanie strajku generalnego jest wręcz niemożliwe. Były minister zamiast transportem zajmował się zegarkami, ze łzami w oczach żegnał go sam Tusk i wyrażał nadzieję, że wróci.
Bronię panią Elżbietę Bieńkowską, dlatego, że nie mizdrzy się do obywateli. Twierdzę jednak, że osoba na tym stanowisku nie powinna się w tej sprawie wypowiadać i przepraszać. Powinna natomiast wprowadzić porządek w transporcie, czego jej życzę. Nie wierzę jednak, że jej się to uda. Będę wdzięczny jeśli ktokolwiek wskaże mi co się rządowi Tuska udało? Może uzdrowienie służby zdrowia? Może budowa autostrad? Jeszcze nie ukończono budowy, a pan prezydent już wymyślił dla nich nazwy. Przecież to groteska! A może udało się rządowi Tuska unowocześnić polską oświatę? Rozwinąć budownictwo mieszkaniowe, choćby w takim stopniu, by dorównać wyśmiewanemu Edwardowi Gierkowi? Może przez 6 lat rządów zmniejszył ten rząd bezrobocie? Może zahamował wyjazdy bandosów na saksy za chlebem? Może finanse państwa doprowadził do rozkwitu? Sprawił, że zmalała liczba obywateli żyjących w nędzy? Może zmniejszył ten rząd liczbę haniebnych umów śmieciowych? Nic z tego. Premier, który twierdzi, że im mniej państwa w funkcjonowaniu państwa tym dla obywateli lepiej, nie może mieć sukcesów.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

I WSZYSTKO JASNE

Jeśli sądziliście Państwo, że eksperci są bezstronni, a media obiektywne to przeczytajcie felieton redaktorki naczelnej "Dziennika Trybuna". Gorąco zachęcam.

czwartek, 16 stycznia 2014

NIKT NAM TYLE CO TUSK NIE OBIECA

Sześć lat temu, w kampanii wyborczej Donald Tusk obiecał ratyfikować w całości Europejską Kartę Praw Podstawowych, którą bracia Kaczyńscy okroili. Gdy został premierem, zapomniał o obietnicy.
W Krynicy zapowiedział, że jego rząd w prowadzi Polskę do strefy euro. Do dziś zapowiedzi nie zrealizował.
Dziatwie szkolnej obiecał laptopy. Obiecał... Teraz obiecuje, że pierwszoklasistom zafunduje podręcznik "Ala ma kota". Każdemu dziecku, rodziców bogatych i biednych. Obietnicy może dotrzymać, albowiem druk książeczki w wielkim nakładzie ogromnych wydatków nie spowoduje. Pokryje się je z oszczędności uzyskanych na lekach. Minister Arłukowicz w tej dziedzinie ma się czym pochwalić. A jeśli ta tania obietnica też się nie uda zwali niepowodzenie na kryzys.
Śmieciówek nie zlikwiduje, widać to po zachowaniu pomocników premiera, jak mogą tak rozwadniają obietnice szefa. Na zmniejszenie bezrobocia też się nie zanosi.
Jakiś sukces musi być. Tysiące obywateli wyjedzie z kraju na saksy.

środa, 15 stycznia 2014

PRESJA NA TRYBUNAŁ KONSTYTUCYJNY

Tego w dziejach solidarnościowej demokracji jeszcze nie było! Oto pierwsza Głowa(?) państwa publicznie wywiera presję na Trybunał Konstytucyjny. Pan prezydent wyłuszczył obywatelom, jakimi przesłankami powinien kierować się Trybunał Konstytucyjny, nie tylko konstytucją i prawem, ale sytuacją państwa. Powinien zatem rozgrzeszyć "twórców", pożal się Boże, systemu emerytalnego, którzy po zejściu z palm uchwalili gniota. A teraz Trybunał Konstytucyjny powinien olać istniejącą konstytucję, bo państwo kierowane przez neoliberalnych amatorów znalazło się w dołku. Pytam: co się stało z Zieloną Wyspą? I czy Trybunał Konstytucyjny posłucha rad "Pierwszej Głowy" państwa i weźmie na swoje barki błędy nieudolnych?

środa, 8 stycznia 2014

MŁOTEK

Koniec z narzekaniem i biadoleniem. Od dziś krytycy zarzucający rządowi nieudolność z tego powodu, że Polska wolna, niepodległa, suwerenna i w dodatku demokratyczna nie potrafiła stworzyć markowego towaru będą zaliczani do malkontentów, a w skrajnych przypadkach wrogów III RP i skończą podobnie jak pijani kierowcy za kratkami.
Dziś nasz ukochany premier, pan Donald Tusk, ogłosił zdumionym obywatelom, że już wkrótce (2022 rok) Polska znajdzie się w gronie dwudziestu najbogatszych krajów świata.
Niedowiarkom i zrozpaczonym wyjaśniam, że pan Tusk dopnie swego. W jaki sposób? Dzięki alkomatom. Lada dzień Sejm uchwali ustawę zobowiązującą właścicieli samochodów osobowych, ciężarowych, autobusów, traktorów, motocykli, rowerów i hulajnóg do zamontowania alkomatu. W ten sposób powstanie nowa gałąź przemysłu produkującego markowy towar polski. Na Polsce się nie skończy, bo minister Radosław Sikorski wykorzysta swoje wpływy i zalejemy polskimi alkomatami świat cały, a nawet część kosmosu. I sukces murowany.
Zanim dobrniemy do sukcesu, radzę panu Donaldowi Tuskowi, aby kupił sobie młotek i puknął się w czoło.

wtorek, 7 stycznia 2014

WATYKAŃSKIE WERSETY


 
Mirosław Chrzanowski pozdrawia przyjaciela, Juliana Bartosza i gratuluje mu fascynującej książki pt. Watykańskie Wersety, obiektywnej, opartej na faktach i dokumentach pochodzących z archiwów kościelnych.  Autor, doktor nauk historycznych, utalentowany dziennikarz połączył  naukowe metody badania  dokumentów z inwencją dziennikarską i stworzył książkę niebanalną, którą czyta się od pierwszej do ostatniej strony z nie słabnącym zainteresowaniem. Na stronach Watykańskich Wersetów, Bartosz ukazuje, krok po kroku, jak zmieniało się stanowisko hierarchów niemieckiego Kościoła katolickiego od pojawienia się brunatnych do podpisania przez Watykan konkordatu z hitlerowską III Rzeszą. Ubrani w mundury wojskowe katolicy niemieccy, z niemiecką systematycznością, zabijają polskich katolików przyodzianych w mundury wojskowe i cywilnych polskich katolików. W tym Bożym dziele, niemieckich żołnierzy wspierają na duchu, ubrani w mundury katoliccy kapelani, a także najwyżsi hierarchowie. Apokalipsie przygląda się namiestnik św. Piotra i siedzi cichutko jak mysz pod miotłą. W książce znajdziemy opisy bestialstw krew w żyłach mrożące. Julian Bartosz w Watykańskich Wersetach przedstawia trafnie sylwetki papieży, z sylwetką papieża Franciszka włącznie. Książka licząca 126 stron, zdobyła już uznanie czytelników uzyskując najwięcej głosów w konkursie, w dziale "Historia niebanalna". Teraz startuje w finałach. Proszę znajomych, przyjaciół i rodzinę o zagłosowanie na "Watykańskie Wersety". Wystarczy kliknąć adres:www.historiazebrana.pl , albo wpisać w wyszukiwarce tytuł książki i nazwisko autora. Zostało jeszcze dwa dni. Nie lękajcie się, głosujcie na "Watykańskie Wersety". Z góry dziękuję.