wtorek, 3 kwietnia 2018

MIARKA SIĘ PRZEBRAŁA !

Pamiętacie Państwo te surmy zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości? Wrzeszczeli: mamy upoważnienie narodu. A głosowało na nich zaledwie 5.711.627 osób. Już w tym wrzasku brzmiała szulerska nuta. Przyśpieszone, pod osłoną nocy uchwalanie ustaw urealniało szulerskie praktyki. 
Wprowadzenie 500 + choć niedoskonałe przyniosło im chwałę. Ale seniorów oszukali, bo bezpłatne są tylko niektóre leki, a prezes, pan Jarosław Kaczyński, słyszałem wypowiedź na własne uszy, tryumfalnie ogłosił, że wszystkie leki seniorzy otrzymują za darmo. Jeszcze jedna szulerka czy cyniczne kłamstwo, może fałszywe informacje przydupasów?
Oto senior, aby dostać się do kardiologa czeka w kolejce 6 miesięcy. Kardiolog, doktor nauk medycznych, nie ma prawa wypisać darmowego leku. Seniorka, senior z receptami od specjalisty ustawiają się w kolejce do lekarza rodzinnego, bo inny lekarz nie ma prawa wpisać na recepcie literki „S”. Tak nieudacznicy likwidują kolejki.
Popieram likwidację handlu w niedzielę. Ale rząd nieudaczników wprowadza zakaz połowicznie, więc powstaje bałagan. Rząd mamy pobożny. Ogłosił, że Polska wstaje z kolan. Brawo! Tylko dlaczego ja ich co niedzielę widzę na kolanach?
Wydawało się, ze nikt ich nie zatrzyma w niszczeniu instytucji demokratycznych. Dekomunizują na potęgę ulice i place, burzą pomniki. Jak faszyści wprowadzili zbiorową odpowiedzialność uchwalając ustawę dezubekizacyjną. Kobiety polskie usiłują zamienić w maszyny do rodzenia, chcą wraz z purpuratami zakazać aborcji. Tak się w pysze rozpędzili, że rozpętali w Polsce nastroje antysemickie, ze zdrajców robią bohaterów. Pycha i mściwość tak ich rozzuchwaliły, że zaczęli karać ludzi, którzy już nie żyją. Uchwalili ustawę degradacyjną.
Pamiętacie Państwo co nam obiecali? Zarzekali się, że brzydzą się ośmiorniczkami. Było to wierutne kłamstwo. Wydali swoim karty kredytowe, a premie przyznali sobie bajońskie. Jedna premia ministra to dwuletnia pensja nauczyciela! To niespotykane rozpasanie. I miarka się przebrała. Obywatelki i obywatele powiedzieli dość! Nie będziemy tolerować nikczemności, chciwości, ciemnoty i prostactwa. Słupki poparcia poleciały w dół. A to dopiero początek. Jeśli nie przedstawią wiarygodnych dowodów na to, że katastrofę smoleńską spowodował zamach, słupki znowu się obniżą. Przyjdzie czas, że zapytamy ile naszych pieniędzy wydano na udowodnienie szaleństwa.

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

CZERWONE CZAPECZKI





Nasłuchałem się w te święta starych kawalerów, w czerwonych czapeczkach, którzy zamiast zająć się moim zbawieniem uprawiają politykę, krytykują kobiety broniące praw do własnych decyzji o rodzeniu dzieci. Starzy kawalerowie nie znający rozkoszy z uprawiania seksu (nie wszyscy, wielu zna) postanowili przy pomocy prawa stanowionego, a nie boskiego, zmusić kobiety do rodzenia potworków. Jest to próba sadystyczna, nieludzka, odrzucająca badania naukowe, osiągnięcia medycyny, zmianę obyczajów i godność człowieka. Nie zabierałbym głosu, gdyby biskupi, arcybiskupi i kardynałowie polscy karali katoliczki wedle praw, które nazywają boskimi. To ich i pana Boga sprawa. Protestuję jednak, gdy czerwone czapeczki usiłują sprawić, by kobiety nie wierzące, wolne i oświecone żyły wedle urojeń obowiązujących w czasach średniowiecza, a tak naprawdę z piekła rodem.
Z jednej strony panowie w czerwonych czapeczkach głoszą, że Bóg jest miłością i wszech dobrem, a jednocześnie przy pomocy państwa pragną karać kobiety nieszczęśliwe. Czy Bóg to akceptuje? Czy Bóg, którego są sługami jest tak okrutny, by cierpienie kobiety rodzącej potworka dodatkowo karać, powiększać jej cierpienie. Pewien niedorozwinięty umysłowo osobnik stwierdził nie tak dawno, że cierpienie kobiety nie ma znaczenia, ważne, by narodzone, upośledzone nieszczęście ochrzcić. Tego sobie życzy Bóg, który jest DOBROCIĄ? Nie wierzę!
ePiSkopat wystosował do posłów ponaglenie, by nie zwlekali i jak najszybciej zakazali aborcji.
I stała się rzecz niebywała. Studentki i studenci powiedzieli DOŚĆ. Wtargnęli na dziedzińce siedzib pysznych i bezwzględnych biskupów. Przypomnieli starym kawalerom w czerwonych czapeczkach, że nie akceptują żadnej dyktatury, a zwłaszcza dyktatury sumienia.
Biskupom, arcybiskupom i kardynałom, sługom Boga Litościwego dedykuję:


niedziela, 1 kwietnia 2018

ŚWIĄTECZNE ŚNIADANIE...


Obudziłem się o 9,51, przetarłem oczy, spojrzałem przez okno, a na podwórku słota ponura i wiatr świszczy w kominie. Pomyślałem sobie, że Przedwieczny jaja sobie z nas robi wielkanocne, bo dziś Prima Aprilis. Przeto szybko ogoliłem się, wziąłem prysznic i pośpiesznie do kuchni się udałem, by mojej Reni, pogrążonej w śnie niewinnym, śniadanie świąteczne przygotować. Tu dodam, że od wielu lat Renia ma wstęp do kuchni wzbroniony, albowiem Przedwieczny stworzył kobietę nie dla trzech KKK, a  dla jednego K, by ją kochać. Kończyłem właśnie wędlinę na półmisku układać, gdy usłyszałem pieśń, w Reni wykonaniu: „Wesoły nam dzień dziś nastał…” Szybko nakryłem stół kolorowymi jajkami-sprezentowanymi, przez najmilszą na świecie, sąsiadkę Zosię i wzniosłem toast (winem z South Africa) za zmartwychwstałego Jezusa z Nazaretu, urodzonego w Betlejem, którego z woli jego kochającego Tatusia Litościwego na krzyżu uśmiercono.
Renia, która głęboko i bezinteresownie wierzy w dobro, miłość i tym podobne drobiazgi, świątecznie mnie skarciła, mówiąc, że Tatuś, synka Jezuska na śmierć posłał, by takich, jak ja, bezbożników, zbawić raz na zawsze. Postawa Wszechmocnego Tatusia Jezuska nie trafia mi do przekonania. Już bardziej rozumiem postawę pana Zbyszka Ziobro, który usiłuje skazać lekarzy za to, że Tatusia mu „uśmiercili”. Ponieważ spotkał się z oporem sądów niezawisłych to z niebywałą determinacją usiłuje je zreformować czyli sobie podporządkować, na co ma zezwolenie Wielkiego Stratega Prawego i Sprawiedliwego.
Renia widząc, że zbaczam w politykę sprowadziła mnie na ścieżkę prawdy podkreślając najznakomitsze walory Jezusa-Nauczyciela, który kochał bliźniego swego, jak siebie samego i nadstawiał policzek, bo uwielbiał całuski. Takiego Człowieka wśród współczesnych, a zwłaszcza rządzących już nie uświadczysz. Rządzący bowiem, choć wierzący w Jezusa Zmartwychwstałego, prędzej się pozabijają niż policzek nadstawią.
Osobiście cenię Jezusa za to, że wodę w wino zamienił. Uczciłem Jego dokonanie w Kanie Galilejskiej nawet wierszykiem. Gdy Renia była jeszcze panienką i od picia winka się wzbraniała, nie mówiłem jej prostacko „chlapnij kochanie, będziesz łatwiejsza” tylko wierszem ją zachęcałem, bo poezję uwielbiała .
Deklamowałem: Pij dziewczyno, słodkie wino czy nie widzisz, że to cud? Jezus wodę zmieniał w wino, aby się weselił lud.
Alleluja.

Z OSTATNIEJ CHWILI...

Zgodnie z praktyką PiS, ostatniej nocy Sejm zebrał się by uchwalić kilka ustaw. Posełka, Krystyna Pawłowicz, przed wejściem na wysoką mównicę skonsumowała dwa BIG MACI i trzy kremówki, dla uczczenia świętego JP Second. Wdrapawszy się na mównicę zaproponowała zmianę nazwy naszej stolicy. Źródła zbliżone do posełki Krychy w następujący sposób relacjonują jej mowę: Wysoka Izbo, nazwa Warszawa jest skażona przez komunistów. Od biedy można by komuchom wybaczyć odbudowę miasta, ale wzniesienia Pałacu Kultury i Nauki wybaczyć nie sposób, albowiem ten symbol komunizmu uniemożliwia progeniturze Kornela Morawieckiego rechrystianizację Europy. Zburzyć gmaszydła, nasz ukochany premier, którego spłodził marszałek Senior, a nie żaden posłaniec nie może, albowiem w budżecie nie ma już pieniędzy choć sukcesów mamy mnóstwo. Proponuję zatem, aby nasza stolica nazywała się od tej chwili KACZAWA. Sejm przyjął ustawę burzliwymi oklaskami o godz. 0,32.
Następną ustawę przedłożył Sejmowi, weteran budowania demokracji, zasłużony prokurator, poseł Stanisław Piotrowicz. Zaproponował on zmianę nazwy Placu Józefa Piłsudskiego. Wysoka Izbo Sejmowa, rzekł były prokurator, Józef Piłsudski to w gruncie rzeczy nie tylko komuch, ale także terrorysta, a jak wiadomo nasz Wielki Brat zwalcza i komunizm i terroryzm. Naczelnik, jak powszechnie wiadomo, i do czego się przyznał, jeździł czerwonym tramwajem, wysiadł wprawdzie w Nieświeżu, ale w Bezdanach obrabował, wraz z bojówką terrorystyczną, pociąg wiozący carowi pieniądze i w ten sposób zapoczątkował upadek panowania Romanowów.
Plac, na którym ma być wybudowany monument - ciągnął swoje wystąpienie zasłużony prokurator - nazywany przez suwerena, „Schodami Prezesa” powinien nosić nazwę prawdziwego bohatera. Nazwa „Plac Lecha K. Walecznego” będzie pasowała jak ulał. Bowiem bohater walczył o wolność Gruzji na froncie przygotowanym przez prezydenta Saakaszwilego Wdzięczny prezydent Saakaszwili postawił swojemu koledze w dowód uznania popiersie w Tbilisi. Teraz biedaczek w Amsterdamie stresy leczy trawką, bo go komuchy przegoniły. Ale to nie ma znaczenia. Ustawę przyjęto o godz. 1,42 jednogłośnie.
Następnie Sejm przyjął ustawę znoszącą raz na zawsze tytuł „Prezes”, bowiem za komuny prezesów było ci u nas skolko ugodno. Prezesów gminnych spółdzielni, którzy rozpijali lud bogobojny. Teraz będzie, zamiast prezesa, obowiązywał nowy tytuł „Wielki Strateg Prawy i Sprawiedliwy” Kto się nie dostosuje dostanie kilka paralizatorów na najbliższym komisariacie. CDN-jutro.

środa, 28 marca 2018

NA ODCHODNE (Sukces)


Cieszyliśmy się, że Fikcje i Fakty ocalały, jako książka. Moje „wstępniaki” poddawano wewnętrznej cenzurze. Szef redakcji Wydawnictw Seryjnych, Bolesław Kowalski miewał od czasu do czasu wątpliwości, prosił więc o rzucenie okiem na moje wynurzenia szefa KAW, Dobrosława Kobielskiego, znanego z wielu talentów, który na cenzora się nie nadawał.
Na wszelki wypadek jednak Fikcje i Fakty poddane zostały ocenie. Przyjąłem decyzję za fakt normalny, a recenzję za fikcję. Zwłaszcza elaborat przygotowany przez Bohdana Kosteckiego. Recenzent ów nie pozostawił na zespole suchej nitki. Główny zarzut to „okcydentalizm”, zachłyśnięcie się zachodem i  zachodnimi wynalazkami. Oto kilka cytatów z recenzji Kosteckiego. „Cykl światopoglądowy uzupełnia bardzo jednostronnie redagowany dział nowinek technicznych. Koncentruje się on wyłącznie na najnowszych osiągnięciach elektroniki w wysoko rozwiniętych krajach kapitalistycznych, głównie w odniesieniu do wysokiej jakości sprzętu użytkowego /gramofony cyfrowe, elektroniczne aparaty fotograficzne, minikomputery domowego użytku/. I tu dochodzimy do bardzo niepokojącego zjawiska. Redakcja F i F obszar świata socjalistycznego pomija całkowicie.”                                                                       Bohdan Kostecki zalecał pisanie „…o programie gazyfikacji ciężkiego i dostawczego transportu miejskiego Moskwy czy o metodzie mycia …rzek”.
No cóż?
Recenzje, recenzjami. Dla zespołu najważniejsi byli czytelnicy. Fikcje docierały do (wymieniam państwa skąd otrzymywaliśmy listy): Szwecji, Belgii, Holandii, Francji, Szwajcarii, Kanady, Republiki Południowej Afryki i Australii. Pani Grażyna Ostaszewska z RPA napisała: „Proszę mi wierzyć, że tak daleko od kraju pańskie „Fikcje i Fakty” nabierają dla nas szczególnego znaczenia…mimo, że chodzimy do góry nogami…”
Pani E. K ze Szwecji: „czytam od deski do deski „F i F”, ale dlaczego za osobę roku uznał Pan milicjanta?...”
Z kraju. Pani,  Barbara Rożniakowska: „F i F jest to czytadło dla kucharek  z nieco lepszych domów, ale po przejrzeniu ostatnich numerów dodałabym, że państwo od czasu do czasu podkradają „F i F’ służbie…”
Pan, Piotr E. Liczner ze Śremu: „Już bardzo długo „chodzę” za „F i F” , jak na razie szczęście mi dopisuje. Nie oznacza to jednak, że wszystkie egzemplarze ”F i F” udało mi się zdobyć. Właśnie zdobyć, a nie kupić, bo taka jest skala trudności.”
W pięćdziesiątym, jubileuszowym,  zeszycie odpowiadając czytelnikom, na pytania napisałem: „I tu doszliśmy do pierwszego paradoksu. „Fikcje i Fakty” trzeba zdobywać. Jak wykazały nasze własne badania , 40% kiosków w stolicy „F i F-u” nie otrzymuje. A jednocześnie parę tysięcy egzemplarzy zalega w magazynach. Czym to tłumaczyć? W realnym socjalizmie wszystko jest możliwe. Rzucamy więc hasło: przystąpmy wreszcie do budowy sprawnego socjalizmu i sytego, oczywiście”
„Fikcje i Fakty” były sukcesem wydawniczym w tamtych czasach. Osiągnęliśmy nakład 200.000 egzemplarzy! Mimo reglamentacji papieru, ocen krytycznych i połajanek.
Prosząc o wybaczenie nieskromności zamieszczam trzy zdjęcia.

czwartek, 22 marca 2018

NA ODCHODNE (Fikcje i Fakty)

Nie zdążyliśmy jeszcze ochłonąć po sukcesie pierwszego zeszytu (dlaczego zeszytu) wyjaśnię później, gdy w kioskach ukazał się zeszyt drugi. Rysunkiem ( zdjęcie nr 1) na pierwszej stronie okładki i tekstem Tadeusza Boya-Żeleńskiego „Jachniczek i Marysieńka” czciliśmy trzechsetną rocznicę Wiktorii Wiedeńskiej. Telefony z pytaniami: gdzie można kupić Fikcje i Fakty nie milkły, a my właśnie zastanawialiśmy się jak sukces uczcić, gdy znowu zadzwonił telefon. Usłyszałem: panie redaktorze, szef prosi, aby się pan zjawił niezwłocznie w jego gabinecie.
Dobrosław Kobielski powitał mnie słowami: zobacz, jakiego piwa nawarzyłeś i wręczył mi karteczkę papieru napisaną własnoręcznie przez członka Biura Politycznego KC PZPR (zdjęcie nr 2) towarzysza Jana Główczyka. Usiłowałem złagodzić grozę sytuacji informując Kobielskiego, że znam dobrze Główczyka z czasów, gdy był on redaktorem naczelnym „Życia Gospodarczego”, przeszliśmy wtedy na „ty” i wypiliśmy nawet bruderszaft. Sławek, był kilka razy usuwany z zajmowanych funkcji (ostatnio ze stanowiska redaktora naczelnego „Perspektyw”), które stworzył, wiedział więc,, że moja znajomość z Główczykiem nie ma żadnego znaczenia. Członek Biura Politycznego uznał FiF za miesięcznik, a KAW (Kobielski) nie miała prawa wydawania żadnych czasopism, po tym jak w „Perspektywach” umieścił na okładce zdjęcie żołnierza chińskiego z dzieckiem na ręku, w czasie, gdy stosunki między ZSRR i CHRL były fatalne, no i zdjęcie pierwszego sekretarza komitetu warszawskiego partii w rozmowie z biskupem.
Wróciłem do FiF lekko przejęty, poleciłem redaktorom pisać notatkę, a sam udałem się na spotkanie z koleżanką, Marią Kuczyńską z Wrocławia, bawiącą w stolicy, do kawiarni „Pod Kurantami” mieszczącej się po drugiej stronie ulicy Wilczej. Maria spostrzegła moją markotną minę, bo zapytała, jakie mam kłopoty. Podarowałem jej dwa zeszyty FiF. Po wypiciu kawy udaliśmy się do Biblioteki Narodowej, gdzie pracowała krewna mojej koleżanki i tam bez trudu umieszczono FiF w katalogu książek, a nie czasopism. W ten nie wyszukany sposób Maria sprawiła, że odpadł zarzut, iż Fikcje i Fakty są pismem. Gdyby ktoś z Państwa zapragnął rzucić okiem FiF to proszę ich szukać w katalogu książek. Towarzysz, Jan Główczyk przyjechał na Wilczą, nie zaproszono mnie na spotkanie.
Fikcje i Fakty ukazywały się nadal, ale moje „wstępniaki” z pierwszej strony poddawane były wewnętrznej cenzurze. Ale o tym w następnym wspomnieniu.



środa, 21 marca 2018

NA ODCHODNE (Z Chełmskiej na Wilczą)


Gdy po wprowadzeniu stanu wojennego Jasiu Grzelak mnie nie zweryfikował czyli wyrzucił z pracy, podobny los spotkał Renię, znaleźliśmy się w olbrzymiej pustce. Renia odwołała się do sądu i sprawę wygrała, do pracy wróciła tylko na jeden dzień, by pokazać złoczyńcom, że nie mają władzy absolutnej i okazać im pogardę.
  Do mnie przyjechał, czego się nie spodziewałem, Julian Bartosz z Wrocławia i zaproponował mi pracę. Nie znajduję słów, aby wyrazić mu za to wdzięczność. Okazał się moim przyjacielem, gdy znalazłem się w sytuacji beznadziejnej.
 W końcu, z Chełmskiej przeniosłem się na Wilczą, do Krajowej Agencji Wydawniczej, którą kierował Dobrosław Kobielski, człowiek urodzony jedno pokolenie za wcześnie, znakomity menedżer, świetny organizator, wielki i odważny ryzykant. Lista jego zalet jest nieskończenie długa, w tym miejscu wspomnę jeszcze o jednej, dawał swoim pracownikom dużo swobody, nie ingerował w pomysły, porażki twórcze podwładnych przyjmował ze spokojem i zrozumieniem. KAW wydawał nie tylko książki, drukował pocztówki, tłoczył płyty winylowe, czasowo dla zdobycia dewiz skupował makulaturę, by kupić pierwszy w Polsce „fotoskład,” tak się wtedy nazywało komputerowe „ łamanie tekstów książek.”
Przyjęto mnie w KAW życzliwie. Abym się nie nudził Kobielski zlecił mi realizację filmu reklamowego o firmie. Dzięki temu poznałem szybko potęgę KAW, odwiedziłem bowiem wszystkie oddziały wojewódzkie KAW zbierając materiał do scenariusza.
Trafiłem do redakcji „Wydawnictw Seryjnych.” i zostałem zastępcą redaktora naczelnego, miałem do dyspozycji jednoosobowy pokój, biurko i trzy krzesła. W pokoju stała ogromna szafa, a w niej… o tym w innym odcinku. To właśnie w mojej redakcji powstawał głośny wówczas i ceniony „Ekspres Reporterów”, wydawano powieści, poezję, książki sportowe, kucharskie i poradniki.
Kierownik redakcji sportowej, Tadeusz Olszański przyszedł do mnie z pomysłem stworzenia „czytadła” książki do pociągu, dalekobieżnego autokaru, do kolejki, do poczekalni lekarskiej. Pomysł podobał mi się bardzo. Tytuł budził zastrzeżenia. Zaprosiłem więc redaktorów wszystkich działów, by podyskutować o „czytadle”. Uczestnicy dyskusji zgłosili różne propozycje, nie szczędzono nam krytyki. Magda Czaputowicz, koleżanka ze studiów, wręcz pomysł zniszczyła. Zarzuciła nam, że będziemy ogłupiać ludzi. W takiej atmosferze powstały „Fikcje i Fakty”. Tytuł wymyśliła Anna Susicka. Pierwszy numer (nakład 50.000) rozszedł się, jak świeże, pachnące bułeczki. I wtedy zaczęły się, niespodziewane, kłopoty… (CDN)

1. Okładka pierwszego zeszytu Fikcji i Faktów.
2. Okładki FiF z różnych okresów.