sobota, 6 grudnia 2014

PIERWSZA RUNDA...

Wszystko wskazuje na to, że (używając języka sportowego) pierwszą rundę na punkty, po wyborach, przegrał pan Leszek Miller.Bowiem Rada Krajowa SLD nie przyjęła brawami, kandydatury pana Ryszarda Kalisza, byłego członka SLD, zgłoszonej przez przewodniczącego partii na prezydenta w nadchodzących wyborach głowy państwa. Kandydata powinna zatwierdzić konwencja SLD. To pierwsza porażka Leszka Millera. Ryszard Kalisz wypowiedział się w tej sprawie w TVN 24. Powiedział, że jego kandydatura byłaby próbą zjednoczenia w wyborach prezydenckich całej lewicy. Pomysł dobry, ale kandydat (używając języka żurnalistów) kontrowersyjny.
  Zaraz po Ryszardzie Kaliszu wystąpił pan Grzegorz Napieralski, z kwiatkiem do korzucha, panią Julia Piterą i...Grzegorz Napieralski, jak się wydaje, stał się pierwszym opozycjonistą starego lidera. Domaga się odnowienia wizerunku partii lewicowej i nie ukrywa, iż konieczne są zmiany personalne we władzach centralnych SLD. Jeśli SLD się nie odnowi Grzegorz Napieralski nie widzi się w partii, która jest nijaka.
  Leszek Miller, wspomagany przez pana Krzysztofa Gawkowskiego, po drugiej turze wyborów obwieścił zwycięstwo SLD, co w odczuciu lewicowych wyborców jest niepoważne.
  Optymizmem napawa fakt, że ogniwa podstawowe, co ujawnia "Dziennik Trybuna", domagają się zmian personalnych i programowych.Oby nastąpiło to jak najszybciej.

środa, 26 listopada 2014

PAN LESZEK MILLER RATUJE PANSTWO



PAN LESZEK MILLER RATUJE PANSTWO


  Po klęsce wyborczej lider SLD, pan Leszek Miller, zajął się ratowaniem państwa. „Mamy bowiem -oświadczył w rozmowie z Ewą Rosolak („Dziennik Trybuna”nr 233-234 ) - do czynienia z poważnym kryzysem zaufania do struktur państwa polskiego.” Stwierdzenie to jest najprawdziwszą prawdą i nie zamierzam go kwestionować. Wydaje mi się jednak, że lider SLD od pewnego czasu ratuje państwo niewłaściwie , albowiem najwłaściwszy sposób na ratowanie państwa to stworzenie silnej partii, która będzie państwo kształtować samodzielnie, jako liczący się partner, a nie mizerna partyjka. 
  Pamiętacie Państwo z pewnością jak Leszek Miller rozstał się z Polskim Stronnictwem Ludowym, rządowym koalicjantem, które chciało być jedną nogą w rządzie, a drugą w opozycji. Wtedy premier Miller zachował się jak prawdziwy mężczyzna. 
Potem jego życie toczyło się z różnym szczęściem. Po politycznej tułaczce wrócił do SLD, aby ratować parię z upadku. Wszystko wskazywało na to, że odniesie sukces. Nie odniósł. Dlaczego tak się nie stało? Powodów jest kilka. Przyznać trzeba, że Leszek Miller usiłował zjednoczyć lewicę, ale bez sukcesu. Wtedy zaczął łasić się do Platformy Obywatelskiej i przysposabiać do roli przyszłego koalicjanta. SLD nie zachowało się jak partia opozycyjna, gdy trzeba było wziąć udział w odwołaniu pani Hanny Gronkiewicz-Waltz. Swoje stanowisko przykryło państwową retoryką. Flirt z panem Januszem Palikotem i wiara w lewicowość pana Aleksandra Kwaśniewskiego wtedy, gdy Twój Ruch znalazł się na równi pochyłej, a Aleksanderowi Kwaśniewskiemu serce przesunęło się ku prawej stronie nie mogły przynieść partii sukcesu. SLD stawała się partią nijaką. Przyjęcie zaproszenia premierki, pani Ewy Kopacz, w czasie kampanii przedwyborczej było okropnym błędem. Spot z panem Aleksandrem Kwaśniewskim, jednym z dyrektorów u ukraińskiego oligarchy, głosów SLD nie dodał. A teraz spotkanie z panem Jarosławem Kaczyńskim jest błędem niewybaczalnym. Lider partii lewicowej powinien spotykać się z lderami partii prawicowych, ale we właściwym czasie. Powinien spotykać się z premierem państwa, ale wtedy, gdy temat spotkania jest ważny, a nie marginalny. 
Odnoszę wrażenie, że Leszek Miller pogubił się w polityce.
Nie pomagają mu w tym niektórzy politycy z najbliższego otoczenia. Oto najświeższy przykład. Dziś (26.11.2014 ) do „Kropki nad i” pani Monika Olejnik zaprosiła panów Stefana Niesiołowskiego z PO i Jerzego Wenderlicha z SLD. Wenderlich jest tak zakochany w swoim głosie i mądrości, że słucha go się z trudem. Dziś tokował i starał się nie dopuścić do głosu nie tylko Niesiołowskiego, który usiłował bronić Millera, ale nawet redaktorkę Olejnik zagadał i rozbawił. Wenderlich, swoim bełkotem, pogrążał Millera niemiłosiernie.
I ostatnia uwaga. Leszek Miller przestał liczyć się z własnym elektoratem. Nie zastanawia się, jakie skutki jego postępowanie wywołuje wśród osób o lewicowych poglądach. Nie mam zamiaru bronić państwa zawłaszczonego przez birbantów z PO. Pierwszy raz w życiu, 30 listopada, nie pójdę głosować. 13 grudnia nie dołączę do pochodu PiS.

czwartek, 20 listopada 2014

WYBORY TO ŚWIĘTO?

Dziś w telewizji pewien dziennikarz, zdaje się z "Rzepy" powtarzał, że wybory to święto demokracji. Jeżeli wyświechtane stwierdzenie jest prawdziwe to ja mam gdzieś takie święto, skoro nie mogę się dowiedzieć kogo wybrałem. Organizacja tych wyborów potwierdza słowa ministra spraw wewnętrznych, pana Bartłomieja Sienkiewicza, że państwo polskie istnieje tylko teoretycznie. Teoretycznie, bo pan Sienkiewicz jest człowiekiem dobrze wychowanym i nie powiedział, że państwo polskie jest w rozkładzie. Za wybory odpowiada rząd. Rząd finansuje wybory, organizuje głosowanie itp.itd. Rząd zlekceważył obywateli. Teraz staje na głowie, by nie dopuścić do unieważnienia, stosuje przerózne sztuczki i triki. Wybory są kompromitacją rządu nieudolnego, nie Państwowej Komisji Wyborczej. Pani Justyna Pochanke wygrzebała z niepamięci pana Jana Marię Rokitę, który miał nam wyjaśnić kto zawinił. Zawinił, oczywiście, Leszek Miller, bo domaga się unieważnienia wyborów, spotkał się (co zdaniem Jana Marii jest niedopuszczalne) z Jarosławem Kaczyńskim. SLD poniosła klęskę w tych wyborach, to nie ulega wątpliwości, ale pan Miller, "w kraju wolności" może spotykać się z każdym, nawet z panią Pochanke.
Największą klęskę poniósł rząd, bo nie zadbał o precyzyjne przeprowadzenie wyborów. Mam nadzieję, że w roku przyszłym zostanie przez obywateli ukarany, jeśli wcześniej siły prawicowo-narodowe go nie obalą.

wtorek, 18 listopada 2014

CHŁOP POTĘGĄ JEST...

Nieoficjalnie podano, że wybory wgrało Polskie Stronnictwo Ludowe! W burdelu, jakim jest III SARMACJA - NEOKOLONIA może zdarzyć się wszystko! W pństwie, gdzie premier mówi : im mniej państwa tym lepiej, wybory mogą wygrać nawet krasnoludki. W państwie, w którym premier nie wyrzuca ministra spraw zagranicznych za wypowiedź, w prawdzie prywatną, i przy wódeczce, że sojusz ze Stanami Zjednoczonymi jest dla Polski szkodliwy, a minister spraw wewnętrznych, też przy gorzale twierdzi, że państwo polskie istnieje tylko teoretycznie, zdarzyć się może wszystko, osioł może zostać biskupem. Gdy ogarnia mnie wzburzenie, Renia najspokojniej w świecie pyta: chciałbyś, aby Tusk wyrzucał swoich ministrów za mówienie prawdy?
Gromy sypią się na Państwową Komisję Wyborczą. Niesłusznie. Ci dostojni starsi panowie nie są winni bałaganu. Przecież nie mają oni zielonego pojęcia o współczesnych technikach przekazywania informacji. Przetarg na stworzenie systemu wygrała firma, która stanęła do przetargu, jako jedyna. To nie był przetarg tylko targowisko oszustwa. Gdzie było państwo? Jak w państwie, którym jak się okazuje, rządzi nie Rada Ministrów, a niewidzialna ręka rynku mógł się odbyć przetarg bez konkurencji?
Państwem polskim rządzą nieudacznicy, birbanci i kuglarze. Przyponę lotnisko w Modlinie, autostrady, pendolino, a teraz elektroniczny system dostarczania wyników wyborów. To przecież rozpad państwa. O szkolnictwie, służbie zdrowia, finansach państwa, likwidacji przemysłu  wspominać już nie warto.
Cieszę się niezmiernie, że wybory wygrało Polskie Stronnictwo Ludowe, chłopi są wszak najmniej zdemoralizowaną klasą w III Sarmacji - Neokolonii. Panu prezesowi PSL gratuluję i życzę dalszych sukcesów, w nadchodzących wyborach.  Skoro nas żywią niech nami rządzą. Rzucam więc hasło: Prezes na prezydenta!

sobota, 15 listopada 2014

"ZA CZYM KOLEJKA TA STOI..."

Po 25 latach wolności widzę znowu kolejkę. Przypomina mi się natychmiast Opole 81 i Krystyna Prońko, która za czasów "komuny" w piosence opisała tamtą rzeczywistość. Założę się o wszystko co posiadam, uczciwie uprzedzam: mam przeważnie długi, co prawda niewielkie, że nie odgadniecie Państwo za czym stoi kolejka w Hali Banacha, widoczna na pierwszym zdjęciu.
DSCF1094 (640x582)
 Zaręczam, że nie jest to kolejka po "szarość" ani "starość". Na zielonej wyspie, wszyscy są wszak szczęśliwi, a najbardziej prezydent, pan Bronisław Komorowski, który tryska wprost wolnością. Stoi ona otóż za polędwicą, "jak za Gierka" Natychmiast kupiliśmy z Renią polędwiczkę, a jak kto woli, chwilę wspomnień widoczną na zdjęciu (3). Zapewniamy, że polędwica jest pyszna i smakuje wybornie .
Neoliberałowie i  ludzie o skłonnościach prawicowych w III RP usiłują Edwarda Gierka wymazać z historii i pamięci Polaków. Zastępy prokuratorów, profesorów i doktorów  w Instytucie Politycznej Nienawiści, hojnie opłacanych trudzą się jednak nadaremnie. Bo oto znajdują się ludzie, którzy pragną pomnik towarzyszowi Edwardowi postawić, nazwać ulicę jego imieniem, czy wędlinę, by pobudzić konsumpcję. Tyle tylko, że milionów na polędwicę nie stać.
Po spożyciu polędwicy "jak za Gierka", zadowoleni udaliśmy się do naszej "Arkadii". A tam nowe zjawisko.
DSCF1095 (640x541)DSCF1099 (567x640)DSCF1100 (553x640)

poniedziałek, 3 listopada 2014

PROPOZYCJA DO ODRZUCENIA

Pani Ewa Kopacz, premierka III RP, zamiast rządzić państwem uprawia agitację w kampanii wyborczej do samorządów. Pragnie w ten sposób poprawić nadszarpniętą reputację Platformy "Obywatelskiej", która utraciła więź z obywatelami, właśnie. Jeżdżąc po kraju spostrzegła, lepiej późno niż wcale, że wyborcy mają dość bezsensownej i bezproduktywnej wojny PO z PiS. W związku z tym zaprosiła do siebie liderów wszystkich parlamentarnych partii, aby zechcieli wypowiedzieć się na temat budżetów partycypacyjnych w gminach, które w mediach okrzyknięto budżetami obywatelskimi. Tymczasem i budżet państwa i budżety samorządów są w istocie budżetami obywatelskimi, bo tworzone są z podatków obywateli. Rzucając słuszne hasło zastąpienia wojny między PiS i PO sporem o przyszłość państwa wypomniała liderom ich ostre sformułowania i wypowiedzi, co nie jest najlepszą zachętą do dyskusji. Budżety partycypacyjne nie budzą żadnych zastrzeżeń, są zagadnieniem dziesięciorzędnym w ogromie groźnych problemów, które dręczą większość obywateli.  Jest to sprytny chwyt, świadczący o nieszczerośći intencji ze strony pani premierki. Gdy liderzy się nie stawią pani premierka powie: zapraszałam, ale oni zamiat dyskusji wolą bijatyki, głosujcie na PO. A Platforma "Obywatelska" powinna już odpocząć od rządzenia, aby nie kompromitować się aferami i przygłupimi wypowiedziami, pana Radosława Sikorskiego o tym, że prezydent Federacji Rosyjskiej, pan Władimir Putin zaproponował premierowi III RP, panu Donaldowi Tuskowi rozbiór Ukrainy. Są to prowokacyjne brednie. Autora tej schizofrenicznej wypowiedzi Platforma "Obywatelska" broni z taką samą determinacją jak własnych stołków. To się nazywa solidarność kolesiów.

piątek, 31 października 2014

PANI JUSTYNA POCHANKE

Wczoraj przez cały wieczór pani Justyna Pochanke, coraz młodziej wyglądająca, straszyla widzów, wraz z dwoma ekspertami, bombowcami Putina (nie prezydenta, nie pana, a właśnie Putina). Słuchając tej damulki pękałem ze śmiechu. Samoloty rosyjskie nie naruszyły niczyjej przestrzeni powietrznej, latały bowiem w przestrzeni dostępnej samolotom wszystkich państw.Pochanke tymczasem sugerowała, że rosyjskie samoloty zagrażają Polsce. Gdyby tak twierdził np. pan Aleksander Kwaśniewski nie miałbym do niego pretensji, bo jest zatrudniony przez ukraińskiego oligarchę. Ale Pochanke, "niezależna" i pobożna dziennikarka? Może załapała się na jakiś etacik u jakiegoś oligarchy zaprzyjaźnionej Ukrainy?
Moim skromnym zdaniem Polsce nie zagrażają samoloty prezydenta Federacji Rosyjskiej, pana Władimira Putina, a dziennikarze tacy jak Pochanke, politycy rusofobiczni i inni dostojnicy III Sarmacji - Neokolonii.