niedziela, 11 lutego 2018

NA ODCHODNE (po październiku 1956)

W połowie długiego korytarza wysłuchałem argumentów dyrektora Nowaka i wróciłem do gabinetu. Aleksander Zawadzki zaczął rozmowę całkowicie uspokojony, słuchał mojej relacji uważnie. Nie wierzył i nie wiedział, że straż marszałkowska tak gorliwie chroni go przed pracownikami. Po kilku dniach przekonał się, że mówiłem prawdę i podjął odpowiednie decyzje personalne. Po zakończeniu remontu Belwederu opuścił gmach na Wiejskiej, w jego gabinecie pracował marszałek Sejmu. Dzięki pełnionej funkcji miałem szczęście poznać profesora Oskara Lange, który był zastępcą przewodniczącego Rady Państwa. Rozmowy miały charakter bardziej akademicki, profesor – student, z tym, że częściej, ja - student zadawałem pytania, a profesor odpowiadając, objaśniał zawiłości ekonomii socjalistycznej.
 W Belwederze bywałem, można powiedzieć, służbowo. W czasie jednej z wizyt Aleksander Zawadzki zakomunikował mi, że pojadę wraz z redaktorem naczelnym „Rady Narodowej”, Michałem Szpringerem do NRD.
- Niemcy zaprosili tylko redaktora naczelnego, poinformowałem Zawadzkiego, w jakim charakterze mam tam wystąpić?
- Wasz wyjazd załatwi Skrzeszewski, był przecież ministrem spraw zagranicznych, zna się na tym, nie musicie się martwić.                                                                                  Stanisław Skrzeszewski piastował w tym czasie funkcję sekretarza Rady Państwa. Dodam, że poznaliśmy się w dość dziwnych okolicznościach. Statut partii stanowił, że składki od członków przyjmuje sekretarz POP, a członkowie opłacają je osobiście. Tymczasem Stanisław Skrzeszewski przysłał mi składkę przez swojego asystenta. Nie przyjąłem. Minister zjawił się  osobiście, trochę zdziwiony, a trochę rozbawiony. Przeczytałem mu odpowiedni fragment statutu i dodałem – to wy towarzyszu, a nie ja, uchwalaliście statut.
W Berlinie przyjęto nas bardzo serdecznie, odwiedziliśmy Weimar, Lipsk, Drezno i kilka innych miast, gdzie zapoznaliśmy się z pracą enerdowskiego samorządu, był to mój pierwszy wyjazd zagraniczny. Na pożegnanie wręczono nam albumy pamiątkowe.
W stolicy NRD mieszkała moja serdeczna koleżanka, kaliszanka, Kazia Marczak, jej mąż pracował w polskiej misji, w Berlinie Zachodnim. Państwo Gałązkowie zabrali mnie do Berlina Zachodniego, gdzie po raz pierwszy w życiu piłem Coca Colę, napój w Polsce nieznany, ściślej zakazany, jako symbol imperializmu.
Wspomnę jeszcze tylko o dwóch zdarzeniach związanych z Aleksandrem Zawadzkim. Pisałem już, że mieszkaliśmy z Renią i córeczką Ewą w jednym pokoiku w domku fińskim,  kuchnię i łazienkę mieliśmy wspólną  z Olą i Jankiem Czapczyńskimi.             Pewnego razu zadzwonił do redakcji dyrektor Franciszek Nowak i poprosił, abym za pół godziny był gotowy, bo przyjedzie po mnie samochodem. Pojechaliśmy na Krakowskie Przedmieście, zatrzymaliśmy się na placyku przed kościołem, tuż za budynkiem Pałacu Namiestnikowskiego i piechotą ruszyliśmy w stronę kawiarni Telimena, nie wstąpiliśmy na kawę lecz weszliśmy do kamienicy obok na drugie piętro. Dyrektor wyjął klucz i otworzył drzwi. do mieszkania (dwa pokoje z kuchnią). Tu dowiedziałem się, że „mieszkanie jest dla was towarzyszu sekretarzu. Przydział dostajecie z puli przewodniczącego Rady Państwa”. Zaniemówiłem i osłupiałem. Gdy doszedłem do siebie poprosiłem dyrektora, aby podziękował przewodniczącemu Aleksandrowi Zawadzkiemu i jednocześnie przeprosił za to, iż nie mogę tego daru przyjąć. Jak przestanę być sekretarzem, a towarzysz Aleksander Zawadzki przyzna mi to mieszkanie wtedy z wielką chęcią wprowadzę się tu z rodziną.                                   Gdy przebieg zdarzenia zrelacjonowałem żonie, Renia powiedziała, że postąpiłem słusznie. Ale w jej oczach dostrzegłem maleńki cień smutku.                                            Upłynęło nieco czasu od tego zdarzenia. Otrzymałem telefon z Belwederu, że towarzysz Zawadzki zaprasza mnie na rozmowę. Spotkanie odbyło się na tarasie Belwederu, przy kawie i ciasteczkach. Aleksander Zawadzki zaproponował mi pracę na stanowisku zastępcy dyrektora (Franciszka Nowaka), a kiedy on zostanie ambasadorem, ja miałem przejąć jego stanowisko. Zachowałem się jak Józef Ślimak z „Placówki” Prusa, zapytałem Aleksandra Zawadzkiego czy mogę naradzić się z żoną?   Po dwóch dniach odpowiedziałem, że czuję się zaszczycony propozycją i dziękuję towarzyszowi Przewodniczącemu za zaufanie, ale nie znalazłem w sobie dość kwalifikacji, by sprostać tak poważnemu stanowisku państwowemu. Było to moje ostatnie spotkanie z Aleksandrem Zawadzkim. Kadencja sekretarza POP PZPR dobiegła końca. Nie zgodziłem się ponownie kandydować, mimo że na zebraniu zgłoszono moje nazwisko.Zdjęcia:
1. Weimar; 2. Dom GOETHEGO; 3.Wpis do albumu; 4.Berlin Zachodni; 4 Państwo Gałązkowie i ja w Berlinie Zachodnim.








środa, 7 lutego 2018

NA ODCHODNE (Październik 1956)

Październik 1956 roku zapisał się w mojej pamięci ozdrowieńczym powiewem, nazywanym odwilżą. W auli Politechniki Warszawskiej odbywały się burzliwe wiece, robotnicy stali się bohaterami wydarzeń. A Lechosław Jerzy Goździk, sekretarz Komitetu Zakładowego PZPR w Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu symbolem przemian i autentycznym przywódcą robotników stolicy. Jego porywające przemówienia elektryzowały słuchaczy, dodawały odwagi, zwielokrotniały nasze siły w usuwaniu stalinizmu. Wielki wiec na Placu Defilad z udziałem Władysława Gomółki, który wracał do życia, po usunięciu go z polityki „za polską drogę do socjalizmu” rozbudził nasze nadzieje…
 28 października 1956 Władysław Gomułka uwolnił kardynała Stefana Wyszyńskiego. Wracała normalność. Nie bez kłopotów.
Przekonałem się o tym we Wrocławiu. W holu gmachu Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej, gdzie odbywała się sesja WRN witał obywateli karabin maszynowy i uzbrojeni żołnierze. Radni debatowali nad usunięciem ze stanowiska przewodniczącego Prezydium WRN Hilarego Chełchowskiego, sławnego partyzanta, byłego zastępcę członka Biura Politycznego KC PZPR, byłego ministra Państwowych Gospodarstw Rolnych…
Obrady miały bardzo burzliwy przebieg, próbowano odwołać „Długiego Janka” (pseudonim partyzancki) ze stanowiska przewodniczącego Prezydium WRN. Do Sali obrad przybywały delegacje studentów, robotników i ludu socjalistycznego. Chełchowski nie ustępował. Na zebraniu klubu radnych PZPR, z którego usunął dziennikarzy, ja zostałem, miałem legitymację Kancelarii Rady Państwa, dowodził, że wrogowie socjalizmu zmienili metody walki, teraz nie atakują ustroju, tylko przedstawicieli władz socjalistycznego państwa, tych najbardziej oddanych. Wielu go posłuchało, w tajnym głosowaniu większość radnych głosowała przeciw usunięciu Chełchowskiego. Przebieg obrad opisałem w „Radzie Narodowej”. Redakcja zamieściła bardzo wymowny rysunek.
W mojej pamięci Październik 1956 roku zapisał się wydarzeniem bardzo osobistym, wydarzeniem, którego się nie spodziewałem i nigdy o czymś takim nie marzyłem. Na zebraniu wspólnej POP PZPR w Kancelarii Rady Państwa, Kancelarii Sejmu i Ogólnopolskiego Komitetu Frontu Jedności Narodu w tajnym głosowaniu wybrano mnie na sekretarza POP PZPR. Miałem wtedy 25 lat, szlachetne idee w głowie i żadnego doświadczenia politycznego. Do dziś pamiętam pierwszą wizytę u przewodniczącego Rady Państwa Aleksandra Zawadzkiego, który poprosił mnie o relację z zebrania. W czasie bardzo burzliwego zebrania partyjnego padło wiele krytycznych uwag pod adresem Aleksandra Zawadzkiego. Krytykowano go za to, że odgrodził się od pracowników. Przed jego przyjazdem do pracy straż marszałkowska usuwała pracowników z korytarza i blokowała przejście, krytykowano przewodniczącego za to, że zgodził się na ogrodzenie Sejmu, odgrodzenie od obywateli. Od tego zacząłem relację. Nie skończyłem, bo Aleksander Zawadzki, wzburzony wstał z za biurka i zaczął na mnie wrzeszczeć. Nie zastanawiając się oświadczyłem, że nasza rozmowa nie ma sensu i najzwyczajniej w świecie wyszedłem z gabinetu. W połowie długiego korytarza dogonił mnie dyrektor, Franciszek Nowak …(CDN)W połowie długiego korytarza wysłuchałem argumentów dyrektora Nowaka i wróciłem do gabinetu. Aleksander Zawadzki zaczął rozmowę całkowicie uspokojony, słuchał mojej relacji uważnie. Nie wierzył i nie wiedział, że straż marszałkowska tak gorliwie chroni go przed pracownikami. Po kilku dniach przekonał się, że mówiłem prawdę i podjął odpowiednie decyzje personalne. Po zakończeniu remontu Belwederu opuścił gmach na Wiejskiej, w jego gabinecie pracował marszałek Sejmu. Dzięki pełnionej funkcji miałem szczęście poznać profesora Oskara Lange, który był zastępcą przewodniczącego Rady Państwa. Rozmowy miały charakter bardziej akademicki, profesor – student, z tym, że częściej, ja - student zadawałem pytania, a profesor odpowiadając, objaśniał zawiłości ekonomii socjalistycznej.
 W Belwederze bywałem, można powiedzieć, służbowo. W czasie jednej z wizyt Aleksander Zawadzki zakomunikował mi, że pojadę wraz z redaktorem naczelnym „Rady Narodowej”, Michałem Szpringerem do NRD.
- Niemcy zaprosili tylko redaktora naczelnego, poinformowałem Zawadzkiego, w jakim charakterze mam tam wystąpić?
- Wasz wyjazd załatwi Skrzeszewski, był przecież ministrem spraw zagranicznych, zna się na tym, nie musicie się martwić.                                                                                  Stanisław Skrzeszewski piastował w tym czasie funkcję sekretarza Rady Państwa. Dodam, że poznaliśmy się w dość dziwnych okolicznościach. Statut partii stanowił, że składki od członków przyjmuje sekretarz POP, a członkowie opłacają je osobiście. Tymczasem Stanisław Skrzeszewski przysłał mi składkę przez swojego asystenta. Nie przyjąłem. Minister zjawił się  osobiście, trochę zdziwiony, a trochę rozbawiony. Przeczytałem mu odpowiedni fragment statutu i dodałem – to wy towarzyszu, a nie ja, uchwalaliście statut.
W Berlinie przyjęto nas bardzo serdecznie, odwiedziliśmy Weimar, Lipsk, Drezno i kilka innych miast, gdzie zapoznaliśmy się z pracą enerdowskiego samorządu, był to mój pierwszy wyjazd zagraniczny. Na pożegnanie wręczono nam albumy pamiątkowe.
W stolicy NRD mieszkała moja serdeczna koleżanka, kaliszanka, Kazia Marczak, jej mąż pracował w polskiej misji, w Berlinie Zachodnim. Państwo Gałązkowie zabrali mnie do Berlina Zachodniego, gdzie po raz pierwszy w życiu piłem Coca Colę, napój w Polsce nieznany, ściślej zakazany, jako symbol imperializmu.
Wspomnę jeszcze tylko o dwóch zdarzeniach związanych z Aleksandrem Zawadzkim. Pisałem już, że mieszkaliśmy z Renią i córeczką Ewą w jednym pokoiku w domku fińskim,  kuchnię i łazienkę mieliśmy wspólną  z Olą i Jankiem Czapczyńskimi.             Pewnego razu zadzwonił do redakcji dyrektor Franciszek Nowak i poprosił, abym za pół godziny był gotowy, bo przyjedzie po mnie samochodem. Pojechaliśmy na Krakowskie Przedmieście, zatrzymaliśmy się na placyku przed kościołem, tuż za budynkiem Pałacu Namiestnikowskiego i piechotą ruszyliśmy w stronę kawiarni Telimena, nie wstąpiliśmy na kawę lecz weszliśmy do kamienicy obok na drugie piętro. Dyrektor wyjął klucz i otworzył drzwi. do mieszkania (dwa pokoje z kuchnią). Tu dowiedziałem się, że „mieszkanie jest dla was towarzyszu sekretarzu. Przydział dostajecie z puli przewodniczącego Rady Państwa”. Zaniemówiłem i osłupiałem. Gdy doszedłem do siebie poprosiłem dyrektora, aby podziękował przewodniczącemu Aleksandrowi Zawadzkiemu i jednocześnie przeprosił za to, iż nie mogę tego daru przyjąć. Jak przestanę być sekretarzem, a towarzysz Aleksander Zawadzki przyzna mi to mieszkanie wtedy z wielką chęcią wprowadzę się tu z rodziną.                                   Gdy przebieg zdarzenia zrelacjonowałem żonie, Renia powiedziała, że postąpiłem słusznie. Ale w jej oczach dostrzegłem maleńki cień smutku.                                            Upłynęło nieco czasu od tego zdarzenia. Otrzymałem telefon z Belwederu, że towarzysz Zawadzki zaprasza mnie na rozmowę. Spotkanie odbyło się na tarasie Belwederu, przy kawie i ciasteczkach. Aleksander Zawadzki zaproponował mi pracę na stanowisku zastępcy dyrektora (Franciszka Nowaka), a kiedy on zostanie ambasadorem, ja miałem przejąć jego stanowisko. Zachowałem się jak Józef Ślimak z „Placówki” Prusa, zapytałem Aleksandra Zawadzkiego czy mogę naradzić się z żoną?   Po dwóch dniach odpowiedziałem, że czuję się zaszczycony propozycją i dziękuję towarzyszowi Przewodniczącemu za zaufanie, ale nie znalazłem w sobie dość kwalifikacji, by sprostać tak poważnemu stanowisku państwowemu. Było to moje ostatnie spotkanie z Aleksandrem Zawadzkim. Kadencja sekretarza POP PZPR dobiegła końca. Nie zgodziłem się ponownie kandydować, mimo że na zebraniu zgłoszono moje nazwisko.



poniedziałek, 5 lutego 2018

SZALEŃSTWO NARODOWE ROZKWITA

Pan prezydent postanowił ustanowić: Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów podczas II Wojny Światowej. Projekt ustawy przesłał do Sejmu. Uchwalą nocą, nim pierwszy kur zapieje. Spożywanie szmalcu będzie w tym dniu zakazane.

piątek, 2 lutego 2018

JAROSŁAW SAMOWŁADNY

Na początku mówił, że my tu stoimy, a oni tam gdzie stało ZOMO. Potem, gdy nabrał więcej pewności siebie oznajmił, że mu nie wypada sprecyzować z kogo cała Polska dziś się śmieje, przyboczny dopowiedział: komuniści i złodzieje. Dziś jest, w nagrodę, ministrem. Znalazł szybko zwolenników. Senior, z trybuny sejmowej oznajmił : dobro narodu ponad prawem. Posłowie PiS zgotowali staruszkowi owację na stojąco i nocami zaczęli niszczyć instytucje prawne państwa, niedoskonałe, to prawda. Podjęli ustawę, popartą przez opozycję liberalno - banksterską i zaczęli, w chamski sposób zmieniać nazwy ulic. Usunęli Okrzeję, Gierka, aleje Armii Ludowej… Lech Kaczyński ma już chyba więcej ulic niż Jan Paweł II- Święty. Jarosław Samowładny sił nabrał i posortował Polaków, potem zaczął straszyć obywateli uchodźcami, którzy mieli przywlec nad Wisłę robale i zniszczyć katolickie wartości.
Obywateli występujących w obronie demokracji siły „porządkowe” zaczęły zatrzymywać (Władysław Frasyniuk), przeprowadzać rewizje w biurach organizacji kobiecych. Oznak ugrupowań faszyzujących władze kaczystowskie nie dostrzegały, albo bagatelizowały, gdy oczywistych faktów nie mogły już ukryć. Polska nie ma już sąsiadów, ze wszystkimi nas skłócono. Teraz, bez sensu, pod pozorem obrony nieskazitelności i godności polskiego państwa kaczyści wywołali konflikt z Izraelem i nie tylko. Śmieją się z nas na całym świecie.
Czy będziemy biernie przyglądać się działalności Jarosława Samowładnego?

czwartek, 1 lutego 2018

JAROSŁAW NIEULĘKŁY

Stacje telewizyjne i radiowe przez 24 godziny komentują decyzję Nowogrodzkiej o nowelizacji ustawy o PIN (Instytut Prawicowej Nienawiści), najtęższe głowy zastanawiają się nad fatalnymi następstwami nowelizacji podjętej przez Senat, tuż przed pierwszym pianiem koguta. 
O krajowych skutkach cisza, jak makiem zasiał. Tymczasem moja zaprzyjaźniona pani Kioskarka wychwala nowelizację pod niebiosa, albowiem jej zdaniem nowelizacja nie pozwoli „Żydom odebrać domów, w których mieszkają Polacy!” Znam większość polskich miasteczek, w wielu mam rodzinę. W Opatówku, Koźminku, Błaszkach, Pleszewie, Kole, Krotoszynie… suweren przyjął nowelizację z zadowoleniem.
Tego jeszcze po wojnie nie było, mówią mi, gdy pytam jak oceniają nowelizację? Nareszcie, pan Jarosław Kaczyński postawił się Ameryce, no i Żydkom. Nie pomogła wizyta sekretarza stanu USA, Rexa Tillersona, ani inne naciski. Polska stała się Polską, o czym marzył w kabarecie „Pod Egidą” bard ludu polskiego, Jan Pietrzak. Nareszcie słowo ciałem się stało! To cud prawdziwy.
Niech żyje nam pan Jarosław, nieulękły Zbawiciel i Dekomunizator.
Gdy pan Patryk Jaki, autor noweli, zostanie prezydentem Warszawy, Plac Bankowy zdekomunizuje. Będzie nosił imię Jarosława Nieugiętego. Co daj Boże. Amen.

poniedziałek, 29 stycznia 2018

LUD CIEMNY TO KUPI?

Kaczyści, skłóceni prawie z całą Europą, zaatakowali Izrael wygrzebując nagle, z czeluści czasu, nowelizację ustawy o IPN (Instytut Prawicowej Nienawiści) i przedstawiając ciemnemu ludowi, że Izrael jest przeciw karze za nazywanie niemieckich obozów zagłady, polskimi obozami zagłady. Co jest oczywiście kolosalną bzdurą, bo Izrael nigdy nie oskarżył Polski o stworzenie obozów koncentracyjnych dla eksterminacji Żydów. Lud polski katolicki zawył patriotycznym oburzeniem : nie będzie nam, jakiś Izrael, wtrącał się do stanowienia polskiego, suwerennego prawa! W ten niewyszukany sposób kaczyści zdobyli znowu sporo głosów. Wszak antysemitów w Polsce nie brakuje.
Moja ukochana babcia, była najwspanialszym człowiekiem pod słońcem, miała wielkie litościwe serce, nie skrzywdziłaby nawet muchy, nigdy w dzieciństwie nie przekroczyła progu szkoły, nie znała słowa antysemityzm, ale ostrzegała mnie bym nie biegał po wsi, bo mnie Żydzi złapią i krew ze mnie wyssą, "na macę". Żyda Muchina, skupującego od czasu do czasu w Strzałkowie pierze, skórki królicze, stare przepalone garnki i przerdzewiałe wiadra oraz inne bezużyteczne rzeczy, którego dziadek zawsze zapraszał otwierając bramę na podwórko, gdzie Muchin wjeżdżał furmanką ciągnioną przez wychudzoną szkapę, babcia nie wpuszczała do pokoju. Dziadek podejmował go nalewką w kuchni. Babcia nie zapraszała do pokoju Muchina, jak innych gości, bo Żydzi zabili Pana Jezusa, o czym nauczał ksiądz proboszcz.
Przywołałem wspomnienie sprzed siedemdziesięciu lat, bo niechęć do Żydów zagnieździła się w części polskiej świadomości. Nie będą więc Żydzi wtrącać się do tworzenia polskiego prawa. Państwo polskie obozów zagłady nie budowało i to jest prawda, ale nie cała, albowiem państwo polskie przed II wojną światową Żydów prześladowało.
Profesor Stanisław Kulczyński, rektor UJK we Lwowie, protestując przeciw wprowadzeniu getta ławkowego ustąpił ze stanowiska rektora. Dziś w całej Polsce usuwa się jego nazwisko z ulic jego imienia.
Nowelizacja ustawy jest tak zredagowana, że o tym kto pomagał Żydom, a kto ich denuncjował będą decydować prokuratorzy w IPN. Regulowanie historii ustawami jest typowe dla państw dyktatorskich..

środa, 24 stycznia 2018

FASZYŚCI POJAWILI SIĘ NAGLE?

Od wyemitowania przez TVN filmu o faszystach w polskim lesie, najwybitniejsze osobistości, można powiedzieć autorytety, wyrażają swoje oburzenie i zaskoczenie. Polscy miłośnicy Adolfa Hitlera celebrują urodziny demona zła.
Nagle nie uderza nawet piorun z jasnego nieba. Najpierw pojawiają się ciemne chmury, potem pomruki nieba, grzmoty, a dopiero na końcu piorun uderza grozą.
W państwie, gdzie skarlenie umysłowe dużej części elit politycznych jest widoczne jak na dłoni powstają warunki dla rozwoju neofaszyzmu.
W państwie, gdzie ze szpiega, który zdradził swoją ojczyznę na rzecz wielkiego mocarstwa robi się bohatera, a super szpiegowi, który dla ojczyzny i wielkiego mocarstwa zasłużył się nadzwyczajnie obniża się emeryturę, w ten sposób niszczy się moralność, stwarza warunki dla bandytyzmu.
W państwie, w którym z bandziorów robi się bohaterów wyklętych ośmiela się ludzi do czynienia zła.
Daje się przyzwolenie dla bandytyzmu, gdy lider partii rządzącej dzieli obywateli na lepsze i gorsze sorty. Ośmiela w ten sposób ludzi prymitywnych do aktywności.
W państwie, w którym minister nie widzi nic złego w tym, że w marszu niepodległości niosą faszystowskie hasła, a jego podwładni po marszu protestacyjnym pań plądrują biura organizacji kobiecych muszą zrodzić się grupy upiornych faszystów.
Gdy trzej wicepremierzy rządu, który jeszcze nic imponującego nie zbudował ogłaszają, że trzeba zburzyć Pałac Kultury i Nauki, gdzie mieszczą się instytucje pożytku publicznego, placówki kultury i nauki daje się sygnał prostactwu, że burzenie i zabijanie innych to nic zdrożnego.
W państwie, gdzie rządzi się przy pomocy strachu, czczenie urodzin mordercy musi prędzej czy później zaistnieć.
Straszy się obywateli uchodźcami, którzy mogą przywlec robale i inne zarazy, straszy się Rosją, która czyha, by podbić Polskę, straszy się dniami i nocami komunizmem, który nie istnieje, zohydza się wizerunek Polski Ludowej i poniża ludzi, którzy odbudowali Ojczyznę ze zniszczeń wojennych.
Demoluje się system prawny pod hasłem usprawnienia sądownictwa, a nie stawia przed sądem, choć minęło już tyle czasu osobników, którzy zatłukli w komisariacie Igora Stachowiaka, człowieka, który miał przed sobą całe życie.
Strach i nienawiść panują w państwie polskim. Nie widzicie tego, nie odczuwacie. Nie otrzymujecie e-maili „czyszczenie dysku nic ci nie pomoże, dopadniemy cię…”
Nagle faszyści się nie pojawili, oni czują się bezkarnie, gdy przedstawiciel PRAWA oznajmia, że „swastyka to znak szczęścia” W Polsce?