Deklarują się jako lewicowcy. Piszą z talentem i rzadko spotykaną pewnością siebie. Uwielbiają pochwały i zachwyty, nie znoszą nawet najdelikatniejszej krytyki. Jeśli ośmielisz się mieć inne niż kryptoPiSy poglądy, w najlepszym przypadku, wywalą Twoje wpisy, w najgorszym usuną Cię ze swojej listy znajomych. Różnią się temperamentami i sposobem opisywania zjawisk. Mają jedną wspólną cechę, nie cierpią Sojuszu Lewicy Demokratycznej i WOŚP. Oto przykłady.
Pewien kryptoPiS wysmagał kańczugiem lewicę za to, że zajmuje się drugorzędnymi problemami – świeckością państwa, prawami kobiet, LGBT, przerywaniem ciąży, miast sprawami ważnymi, gospodarką, płacami… Nieśmiało wspomniałem, że SLD wymienia te ważne sprawy w swoim programie, podając przykład, iż zamierza podnieść podatki bogatym i obniżyć biednym. Z kronikarskiego nawyku przypominam, że PiS za pierwszego panowania zniósł najwyższy próg podatkowy. Ulżył najbogatszym.
KryptoPiS odpowiedział natychmiast: "Słaba lewica co zajmuje się tylko podatkami"...
Inny „lewicowiec”, gdy zwróciłem mu uwagę, iż insynuuje, oblewając pomyjami lidera SLD i zaproponowałem dyskusję o programie odpowiedział, że to nie program tylko papier, w końcu wyrzucił moje wpisy.
Przypomniałem pewnemu kryptoPiSowi, że restrykcyjną ustawę aborcyjną Lewica usiłowała dwa razy zmienić. Za pierwszym razem nowelizację ustawy, łagodzącą zbyt surowe przepisy, zawetował największy demokrata, prezydent Polski pan Lech Wałęsa. Następny prezydent, pan Aleksander Kwaśniewski nowelizację ustawy podpisał, ale wielki obrońca demokracji, pan profesor Andrzej Zoll, prezes Trybunału Konstytucyjnego uznał nowelizację za niezgodną z konstytucją.
Burzliwy przebieg miała dyskusja o IPN. KryptoPiSy winą za istnienie IPN obciążyli SLD. Choć SLD była jedyną partią, głosującą przeciw ustawie. To chyba proste i jasne. O, nie proszę Państwa, krytykuje się SLD za to, że nie zlikwidował IPN, gdy sprawował władzę. I na nic zdadzą się argumenty, że SLD nie miał odpowiedniej większości, że układ sił w Sejmie, jak wskazują statystyki, był dla SLD niekorzystny.
Na pytanie, dlaczego krytykujesz SLD, a nie PiS i PO, które solidarnie IPN stworzyły? Usłyszałem: krytykuję tylko te partie, na które głosuję.
KryptoPiSy z rzadko spotykaną zawziętością krytykują pana Włodzimierza Czarzastego i pana Jurka Owsiaka, oczywiście za rozkradanie pieniędzy. Gdy pytam: powiadomiłeś prokuraturę? Nie uzyskuję odpowiedzi. Czarzastego kryptoPiSy niszczą, bo wejście SLD do Sejmu zmniejsza szanse PiS na samodzielne sprawowanie władzy, Owsiaka niszczą, bo łączy Polki i Polaków w dziele tworzenia dobra, a nie dzieli na gorsze sorty.
Dramatyczne wydarzenia kryptoPiSy usiłują rozwodnić. Po uśmierceniu paralizatorami pana Igora Stachowiaka twierdzili: gdyby nie stawiał oporu nie straciłby życia. Teraz, po tragedii w Gdańsku, po zamordowaniu pana Pawła Adamowicza przeczytałem na FB:” To czy policja miała rozpoznanie czy nie, niema żadnego znaczenia. Decyzję podejmuje samorząd na wniosek organizatora. W gruncie rzeczy prezydent miasta jako organ, sam w jakimś stopniu przyczynił się do tragedii której padł ofiarą...”
Nieprawdopodobne? A jednak napisane!
czwartek, 24 stycznia 2019
wtorek, 15 stycznia 2019
CZAS ZŁOCZYŃCÓW
Słowa, słowa, słowa. Tyle pięknych słów wyrażających
ból, współczucie, żal i oburzenie.
Oto młody złoczyńca zamordował CZŁOWIEKA DOBREGO,
prezydenta Gdańska, pana Pawła Adamowicza cieszącego się szacunkiem mieszkańców,
uczestniczącego w finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy stworzonej przez
pana Jerzego Owsiaka, która (WOŚP) od dwudziestu siedmiu lat porusza nasze
serca, łączy Polki i Polaków na całym świecie i niesie pomoc ludziom chorym.
Niech smutek i żal nie przysłaniają nam ważnych pytań, które muszą być zadane.
Czy morderca działał sam czy inspirowali go sprawiedliwi? Nie jest to pytanie
retoryczne. Zanim doszło do mordu sprawiedliwi przysłali panu Pawłowi
Adamowiczowi, prezydentowi Gdańska akt politycznego zgonu. Czy była to
zapowiedź mordu? I następne pytanie, dlaczego prokuratura w państwie Prawa i
Sprawiedliwości dochodzenie umorzyła?
Finał Wielkiej
Orkiestry Świątecznej Pomocy każdego roku jest ważnym społecznym wydarzeniem w
całym kraju. Na placach polskich miast gromadzą się tysiące ludzi, by
demonstrować przyjazne uczucia i jednoczyć się w dziele tworzenia dobra.
Dlaczego policja trzymała się z daleka od tych zgromadzeń, kto wydał takie polecenie?
Od wczoraj
ludzie dobrej woli zadają pytanie skąd się wzięła, niespotykana dotąd w śród
Polaków, nienawiść? To jest pytanie, dziś najważniejsze o wielkim znaczeniu dla
przyszłości Polski.
Pamiętacie
Państwo jak pan Jarosław Kaczyński oznajmił: „Cała Polska z was się śmieje, a
podręczny dodał: „komuniści i złodzieje.” Podręczny jest dziś ministrem
odpowiadającym za nasze bezpieczeństwo. To pan Jarosław Kaczyński posortował
Polaków na lepszych i gorszych. Oto gleba, na której wyrosła nienawiść. Ale nie
tylko. Nienawiści zawsze towarzyszy strach.
Pamiętacie Państwo sprawę wybitnego polskiego
kardiochirurga, Mirosława Garlickiego, wyprowadzanego ze szpitala w kajdankach?
I wypowiedź ówczesnego ministra sprawiedliwości. „Już nikt nigdy przez tego
pana życia pozbawiony nie będzie.” Minister sprawiedliwości nie czekając na sąd
wydał wyrok. Sąd uniewinnił pana Mirosława Garlickiego. Pan minister po
europejskiej kwarantannie został znowu ministrem i w nagrodę prokuratorem
generalnym.
A panią Barbarę
Blidę pamiętacie?
A pana Igora
Stachowiaka pamiętacie?
Przypomnę jeszcze dwa zdarzenia. Najazd brygady
specjalnej na mieszkanie pana Włodzimierza Czarzastego, rzucenie niewinnych,
przerażonych ludzi na podłogę. Przez pomyłkę, oczywiście.
Pamiętacie Państwo co się przytrafiło panu
Władysławowi Frasyniukowi, zakutemu w kajdany? Taki rozkaz mógł wydać tylko
zdziczały złoczyńca.
Cytuję: „Sąd Rejonowy dla
Warszawy Mokotowa orzekł, iż zastosowanie wobec działacza opozycyjnego kajdanek
było "bezprawne, niedopuszczalne i bezzasadne." Czy ktoś został za to ukarany?
Opisałem różne, rozdzielone
czasem zdarzenia. Bardzo proszę powiążcie je Państwo w jedną całość, a wtedy
zobaczycie w jakim państwie żyjemy.
I na zakończenie uprzejma
prośba, wskażcie proszę cywilizowane państwo współczesne, w którym stosuje się
odpowiedzialność zbiorową.
Jeśli więcej nie pojawię się
na Facebooku, będzie to oznaczać, że się sam zastrzeliłem, zostałem
potraktowany paralizatorem, dźgnięto mnie nożem bądź zatłuczono kijem bejsbolowym.
Będzie to także oznaczać, że żyjemy w czasach
politycznych złoczyńców.
czwartek, 10 stycznia 2019
MYŚLIWI czy MIĘSIARZE?
Zostałem porażony. Nie prądem. Prądem porażą nas w 2020 roku. Poraził mnie minister ochrony środowiska. Zabito 165.000 dzików. Ile było zarażonych asf? Każdy zabity dzik powinien być zbadany.Był to obowiązek prawny, wprowadzony przez "komunę". Pan Henryk Kowalczyk zapowiedział, że wyda zarządzenie, by nie zabijać loch w okresie ochronnym. Takie prawo obowiązywało za "komuny". Czy je zniesiono, w ramach dekomunizacji? Gdy za"komuny" myśliwy zabił lochę w okresie ochronnym był karany, przede wszystkim przez myśliwych i nazywany "mięsiarzem". Czy to etyczne zachowanie już myśliwych nie obowiązuje? Za zabicie lochy kaczyści będą płacić myśliwemu 650 złotych!!! Ilu myśliwych wyciągnie rękę po haniebne pieniądze?
wtorek, 8 stycznia 2019
BARBARA NOWACKA - MARZYCIELKA
15 października 2015 roku wybraliśmy się z
przyjacielem na Foksal, gdzie odbywało się, zorganizowane przez SDRP, spotkanie
z panią Barbara Nowacką. Uroda, wiedza i elokwencja młodej damy sprawiły, że postanowiliśmy
z przyjacielem oddać na nią nasze głosy w nadchodzących wyborach. Po
zakończonym spotkaniu, już na ulicy, Janusz zapytał: zastanawiam się jak sobie
poradzi w tym stadzie wilków tak delikatna osoba?
Do Sejmu się nie dostała, bo Zjednoczona Lewica nie
przekroczyła progu wyborczego. Barbara Nowacka nie poddała się, założyła Inicjatywę
Polską, która skrzydeł nie rozwinęła. I chyba dlatego pani Barbara Nowacka
postanowiła swoimi talentami wesprzeć Platformę Obywatelską. I w ten prosty
sposób subtelna młoda dama znalazła się wśród wilków.
Właśnie przedstawiła opinii publicznej swój projekt
rozdzielenia Kościoła od państwa i ma nadzieję, że Platforma Obywatelska
wesprze go po wygranych wyborach.
Barbara Nowacka jest więc wielką marzycielką albo nie
wie jaką partię upiększa swoim nazwiskiem.
Założyciel tej partii, po zejściu z komina, żył
szczęśliwie przez wiele lat w małżeństwie, na „kocią łapę”, dochował się
przepięknej córki i urodziwego syna, ale gdy zajął się polityką podążył do
kościółka, by umocnić małżeństwo sakramentem i uzyskać wsparcie kleru. W
kampanii wyborczej obiecywał, że gdy zdobędzie władzę podpisze Europejską Kartę
Praw Podstawowych, której w całości nie podpisał rząd PiS.
Premier Donald Tusk obietnicy nie dotrzymał. Pozbawił
nas w ten sposób praw, z których korzystają obywatele Unii Europejskiej. Pierwsze,
wykrętne reakcje prominentnych polityków Platformy Obywatelskiej wskazują, że w
tym towarzystwie nie da się zeświecczyć państwa.
Pani Barbara Nowacka pozostanie marzycielką.
Zdjęcia z 2015 roku.
środa, 2 stycznia 2019
BIEDRONIECZKA
Czy pamiętacie Państwo co oznaczają te skróty: KL-D; UD; UW; AWS; LPR; KPN; PPPP? Dla ułatwienia dodam, że są to skróty nazw partii, które swego czasu zasiadały w ławach Wysokiego Sejmu. PPPP wprowadziła do Sejmu aż 16 posłów. Założył ją, „dla jaj,” Janusz Rewiński satyryk i prześmiewca. Nazwa PPPP była zbyt długa więc podzieliła się na dwie partie MP i DP.
Dużą sławę swego czasu zdobyła partia Twój Ruch. Jej założyciel szczycił się tym, że partia nie musi mieć żadnego programu, bo programy są przeżytkiem. Sczezła doszczętnie, ale pozostawiła po sobie pewne ślady. Twórca partii bez programu, wybudował w Dzierwanach okazałe siedliszcze i gustowną kapliczkę. Partia wydała na świat dwóch polityków, Roberta Biedronia i Andrzeja Rozenka, którzy odziedziczyli skłonności swojego twórcy do tworzenia nowych partii. Andrzej Rozenek wraz z Grzegorzem Napieralskim (Napieralski zapoczątkował upadek SLD) stworzyli partię Biało – Czerwoni, która skrzydeł nie rozwinęła. Napieralskiego przytuliła Platforma Obywatelska, ratując w ten sposób jego dzieci przed niedostatkiem. Rozenek, obciążony Jerzym Urbanem do Platformy nie został przyjęty. Przytulił go Włodzimierz Czarzasty, ale Rozenek nie spełnił pokładanych w nim nadziei, przepadł w wyborach na prezydenta Warszawy. Jako elektor żelazny popierałem redaktora, ułożyłem nawet: "na lewicy się nie pęka, głosujemy na Rozenka". Ale mniej zdyscyplinowani elektorzy pamiętali Rozenkowi kpiny i szyderstwa z SLD. Redaktor, jak słuch niesie, myśli o stworzeniu partii pt „Kanapa Jednoosobowa”.
Nie jest odosobniony. Podobno Ryszard Petru, miłośnik Madery też zakasał rękawy i tworzy nową partię. Ma już jedną kandydatkę. Nazwa partii jeszcze nie ustalona. Pan Ryszard mówi, że będzie się nazywać Razem albo Teraz. Partia Razem już istnieje, a Teraz źle się kojarzy (TKM) i jest własnością PiS. A pan Petru własność traktuje jako najświętszą świętość. Partia będzie zapewne nazywać się „Wczoraj” ze względu na przedwczorajsze poglądy ekonomiczne twórcy.
Tatuś, Tadeusz Rydzyk z Torunia choć on nie Kopernik też zamierza stworzyć własną partię (chyba dla pana Antoniego) o nazwie Ruch Nowa Europa. Przyznaję, nie rozumiem zakonnika-dyrektora. Przecież prezes najważniejszej partii w Polsce, rząd, marszałkowie i sam prezydent z PIS-u klęczą przed nim na każdych urodzinach (prezesa nawet jedno kolano rozbolało) to po co mu nowa partia? Wieszczę, że pycha, prędzej czy później, zostanie przez Najwyższego ukarana.
Robert Biedroń nie zamierza wlec się w ogonie i tworzy, przy pomocy Krzysztofa Gawkowskiego z SLD, własną partię. Nazwa i program osłonięte są ścisłą tajemnicą, ale rąbek tajemnicy odsłonił, najlepszy tygodnik w Polsce „PRZEGLĄD,” drukując wywiad z premierem ze Słupska. Sam redaktor naczelny tygodnika Jerzy Domański i sławny Robert Walenciak wyciągali z premiera ze Słupska tajemnice z ograniczonym skutkiem. Program zostanie nam objawiony w lutym br.
Co się tyczy nazwy to, ja, zwykły człowiek, czyli nikt, proponuję, aby partia nazywała się „BIEDRONIECZKA”, kojarzy się dobrze pod każdym względem.
Dużą sławę swego czasu zdobyła partia Twój Ruch. Jej założyciel szczycił się tym, że partia nie musi mieć żadnego programu, bo programy są przeżytkiem. Sczezła doszczętnie, ale pozostawiła po sobie pewne ślady. Twórca partii bez programu, wybudował w Dzierwanach okazałe siedliszcze i gustowną kapliczkę. Partia wydała na świat dwóch polityków, Roberta Biedronia i Andrzeja Rozenka, którzy odziedziczyli skłonności swojego twórcy do tworzenia nowych partii. Andrzej Rozenek wraz z Grzegorzem Napieralskim (Napieralski zapoczątkował upadek SLD) stworzyli partię Biało – Czerwoni, która skrzydeł nie rozwinęła. Napieralskiego przytuliła Platforma Obywatelska, ratując w ten sposób jego dzieci przed niedostatkiem. Rozenek, obciążony Jerzym Urbanem do Platformy nie został przyjęty. Przytulił go Włodzimierz Czarzasty, ale Rozenek nie spełnił pokładanych w nim nadziei, przepadł w wyborach na prezydenta Warszawy. Jako elektor żelazny popierałem redaktora, ułożyłem nawet: "na lewicy się nie pęka, głosujemy na Rozenka". Ale mniej zdyscyplinowani elektorzy pamiętali Rozenkowi kpiny i szyderstwa z SLD. Redaktor, jak słuch niesie, myśli o stworzeniu partii pt „Kanapa Jednoosobowa”.
Nie jest odosobniony. Podobno Ryszard Petru, miłośnik Madery też zakasał rękawy i tworzy nową partię. Ma już jedną kandydatkę. Nazwa partii jeszcze nie ustalona. Pan Ryszard mówi, że będzie się nazywać Razem albo Teraz. Partia Razem już istnieje, a Teraz źle się kojarzy (TKM) i jest własnością PiS. A pan Petru własność traktuje jako najświętszą świętość. Partia będzie zapewne nazywać się „Wczoraj” ze względu na przedwczorajsze poglądy ekonomiczne twórcy.
Tatuś, Tadeusz Rydzyk z Torunia choć on nie Kopernik też zamierza stworzyć własną partię (chyba dla pana Antoniego) o nazwie Ruch Nowa Europa. Przyznaję, nie rozumiem zakonnika-dyrektora. Przecież prezes najważniejszej partii w Polsce, rząd, marszałkowie i sam prezydent z PIS-u klęczą przed nim na każdych urodzinach (prezesa nawet jedno kolano rozbolało) to po co mu nowa partia? Wieszczę, że pycha, prędzej czy później, zostanie przez Najwyższego ukarana.
Robert Biedroń nie zamierza wlec się w ogonie i tworzy, przy pomocy Krzysztofa Gawkowskiego z SLD, własną partię. Nazwa i program osłonięte są ścisłą tajemnicą, ale rąbek tajemnicy odsłonił, najlepszy tygodnik w Polsce „PRZEGLĄD,” drukując wywiad z premierem ze Słupska. Sam redaktor naczelny tygodnika Jerzy Domański i sławny Robert Walenciak wyciągali z premiera ze Słupska tajemnice z ograniczonym skutkiem. Program zostanie nam objawiony w lutym br.
Co się tyczy nazwy to, ja, zwykły człowiek, czyli nikt, proponuję, aby partia nazywała się „BIEDRONIECZKA”, kojarzy się dobrze pod każdym względem.
niedziela, 30 grudnia 2018
NA ODCHODNE (w oczach służb i konfidentów) - 2
Jeszcze tylko słowo o rzekomych stratach, zdaniem
służb specjalnych, poniesionych przez Wytwórnię Filmów Dokumentalnych w związku
z moim wyjazdem do USA. WFD nie poniosła żadnych strat. Jerzy Myssura zapłacił
za film 40. 000 dolarów (słownie czterdzieści tysięcy dolarów) nie licząc
wpływów, jakie film przyniósł, gdy Józef Tejchma podjął decyzję o wyświetlaniu
filmu „Ojciec Święty…” w polskich kinach.
W notatce, którą
mam nadzieję, przeczytali trzej generałowie, ich podwładni napisali:
„W 1978 r. po powrocie z Mistrzostw świata w Piłce
Nożnej w Argentynie miał trudności w rozliczeniu ok. 600 dol. USA. W czasie
pobytu w Argentynie ekipa realizatorska nie chciała podporządkować się
kierownictwu, organizowała picie alkoholu. W tej sprawie interweniował tow.
Dembicki, ówczesny kierownik polityczny ekipy polskiej, aktualnie pracuje jako
radca Ambasady PRL w Budapeszcie.”
Mam wiele
grzechów, o tytuł świętego nigdy się nie ubiegałem, ale przysięgam na wszystkich
świętych wszechczasów, że nie oszukałem nigdy, nikogo i mojej ojczyzny nawet na
grosik i nigdy nie miałem kłopotów z rozliczeniem się ze złotych polskich i
dolarów amerykańskich. Jak było opowiem. Zawsze, ilekroć wyjeżdżałem za granicę
otrzymywałem czeki, które wymieniałem po przyjeździe do jednego z 40 krajów,
które odwiedziłem. Tym razem, na wyjazd do Argentyny otrzymałem 5.500 dolarów w
zielonych banknotach. I to był mój koszmar przez cały pobyt w Argentynie. Przed
wyjazdem Renia uszyła mi, u krawcowej, specjalną torebkę, którą na niebieskiej
tasiemce nosiłem zawieszoną na szyi pod koszulą, a w niej dolary.
Pierwszy raz w
Buenos Aires piliśmy alkohol (Ryszard Golc, Janusz Kreczmański i ja) w
wytwornej kawiarni, do której zaprosiła nas pani dyrektor Biura Prasowego
Mundialu, tylko nas, nikogo więcej z ekipy dziennikarskiej. Wiadomość o tym
była przez chwilę sensacją. Rychło się wyjaśniło, dlaczego tylko nas. Przed
wyjazdem musieliśmy wpłacić kaucję za akredytację, gdybyśmy nie przyjechali na
Mundial pieniądze przepadały, gdy przyjechaliśmy podlegały zwrotowi. Panie z
księgowości WFD, przez pomyłkę wpłaciły pieniądze na prywatne konto pani
dyrektor Biura Prasowego Mundialu. Stąd zaproszenie. Odsetki od kaucji
spożyliśmy w postaci koniaku, a kaucja drogą służbową wróciła do Warszawy.
Pomyłce pań z księgowości WFD zawdzięczaliśmy spotkanie w kawiarni Buenos Aires
z elegancką panią dyrektor. Potem, jak wszyscy braliśmy udział w różnych
imprezach dla dziennikarzy, gdzie piliśmy wino, koniaki i likiery.
Pamiętam „Asado” imprezę dla dziennikarzy, gdzie
degustowaliśmy mięso młodej krowy upieczonej w skórze i popijaliśmy doskonałym
argentyńskim winem, a przede wszystkim spotkanie dziennikarzy, na które
zaprosił nas Edson Uczono Arantes do Nascimento, sławny brazylijski piłkarz, Pelle,
teraz dziennikarz, nasz kolega, mieszkający w tym samym co my hotelu.
Oczywiście, że piliśmy wino i szampana, tańczyliśmy z uroczymi Argentynkami i
nie tylko. Pytam jednak czy, ja z woreczkiem dolarów pod koszulą mogłem się
upić? O innych przyjemnościach nie wspominając.
Usiłowałem teraz odnaleźć towarzysza Dembickiego, bo
zapamiętałem go jako człowieka o wysokiej kulturze i poważnego i nie mogłem
sobie wyobrazić, by mógł zmyślić cokolwiek. Zadzwoniłem do znajomego i
opowiedziałem mu o notatce.
Kolega nie znał osobiście Dembickiego, ale wiedział,
że w Wydziale Prasy odpowiadał za prasę sportową. A skoro był w Argentynie, by
pilnować dziennikarzy to mógł coś powiedzieć, by uzasadnić powierzoną mu
funkcję.
Znajomy zakończył naszą rozmowę pytaniem. Mirku, nie
masz poważniejszych problemów?
Mam, brak 600 dolarów. Wróciłem do Warszawy i pewnego
popołudnia zacząłem przygotowywać rozliczenie, układać rachunki za hotele i
przejazdy, diety dla trzech osób itp. Na stole leżały wspomniane dokumenty i
dolary. Do pokoju weszła Ewa, moja córka i spytała skąd mam tyle dolarów. Nie
mam, bo to nie są moje pieniądze tylko państwowe. - Nie możesz wziąć sobie kilka tych papierków? -
To byłaby kradzież, namawiasz mnie do tego?
Ewa wzięła dolary do ręki i mówiąc, gdyby były twoje
bylibyśmy bogaci, rzuciła je do góry. Pozbieraliśmy dolary, a ja kończyłem
rozliczanie. Wtedy okazało się, że brakuje mi 500 dolarów! Gorączkowo, z Renią
i Ewą zaczęliśmy szukać banknotów, odsunęliśmy nawet tapczan. Pieniądze
przepadły. Byłem piekielnie zdenerwowany. W pewnym momencie Ewa krzyknęła: tato
są! Pięć banknotów zatrzymało się na żyrandolu. Opowiedziałem o tym zdarzeniu w
redakcji. Konfident doniósł, że „miałem trudności w rozliczeniu ok. 600 dol. USA.”
Dlaczego dodał łobuz sto dolarów?
Konfidenci i pracownicy służb specjalnych pominęli
milczeniem jeden drobiazg, nasz pobyt w Argentynie kosztował państwo 4.000
dolarów. Osiem kronik zakupiło wydanie specjalne z Mundialu w Argentynie. Osiem
kronik wpłaciło po 1.000 dolarów, czyli 8.000 dolarów.
I ostatni fragment notatki służb specjalnych: „W
październiku 1981 r. opublikował w „Expresie Wieczornym” i „Kurierze Polskim”
artykuł dot. samorządności, samodzielności i niezależności redakcji PKF,
domagając się oderwania od Wytwórni Filmów Dokumentalnych”
Nie napisałem w
wymienionych popołudniówkach nigdy ani jednego słowa. Udzieliłem natomiast
wywiadu dziennikarzom tych redakcji. Polska Kronika Filmowa miała zniknąć z
ekranów kin, bo rzekomo zabrakło taśmy. Uratował Polską Kronikę Filmową
Mieczysław F. Rakowski, ówczesny wicepremier. Prawdą jest, że chcieliśmy wziąć
rozwód z WFD. Całej prawdy możecie dowiedzieć się Państwo na: https://pekaefczyk.com.
Dlaczego wracam do dawno minionych spraw? Nie dlatego
bym przejął się kłamstwami pracowników służb specjalnych i konfidentów. Po
odejściu z PKF pracowałem w Krajowej Agencji Wydawniczej, byłem nagradzany a
nawet odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Piszę o tym, bo
pragnę na własnym przykładzie pokazać, ile są warte materiały służb
specjalnych. Nieuczciwi szpiedzy mogą zaszargać opinię każdego człowieka, a
nawet go zniszczyć, gdy osoby sprawujące rządy, a którym podlegają służby
specjalne wierzą im bezkrytycznie. Gorzej, gdy w grę wchodzą nie pojedyncze
osoby, a całe państwa. Prezydent Stanów Zjednoczonych uwierzył służbom
specjalnym, napadł na Irak i zniszczył państwo. Uwierzył czy zlecił służbom
przygotowanie fałszywych materiałów?
Nie posądzam trzech generałów, że potrzebowali
fałszywych materiałów, aby mnie zwolnić
13 grudnia 1981 roku naruszyłem dekret o stanie
wojennym. Filmowałem bowiem ze Zbyszkiem Skoczkiem Warszawę, wyraziłem zgodę,
aby Krzysztof Szmagier wraz z Januszem Kuźniarskim filmowali pierwszy dzień
stanu wojennego. Byłem wszak kronikarzem PRL Czy to nie wystarczało, by mnie
zwolnić z pracy?
Wiem, na czyje polecenie przygotowano notatkę, wiem
kto w redakcji był konfidentem. Konfident już nie żyje. O moim prześladowcy,
Janie Grzelaku z Wydziału Prasy KC PZPR kilkakrotnie wspominałem w swoich
wspomnieniach. Już po transformacji awansował na wysokie stanowisko dyrektora w
ministerstwie. Potem słuch o nim zaginął.
PS Uczono mnie przez cztery lata na studiach, że pamięć ludzka jest zawodna, dlatego dziennikarz powinien wszystkie zdarzenia zapisywać. Napisałem, że nie miałem z towarzyszem Dembickim żadnych konfliktów. Porządkując swoje materiały archiwalne znalazłem zapis, że nie posłuchałem towarzysza Dembickiego, który zabronił polskim dziennikarzom kontaktów z polskimi dziennikarzami z Wolnej Europy. Gdy mnie strofował odpowiedziałem, że w statucie PZPR nie ma takich zakazów.
wtorek, 18 grudnia 2018
ANDRZEJ GÓRZNY NIE DYSKUTUJE...
9 grudnia Andrzej Górzny zamieścił na FB interesujący post na temat pani
Moniki Jaruzelskiej i szczątków SLD. "Wszelkie próby reanimacji i roszad w
SLD, (pisze autor) nie wróżą żadnego sukcesu. Odcięcie się od czołowych
działaczy tej partii i jej infantylnych liderów żyjących problemami klasy
średniej i próba zbudowania czegoś nowego w oparciu o nowe twarze, wydają się
być jedynym wyjściem z sytuacji. Czy jednak, mając na uwadze zbliżające się
szybko wybory, już nie jest za późno?..." Zjadliwa
ocena kierownictwa SLD przez Andrzeja Górznego nie jest niczym nowym, wpisuje
się w nurt totalnego niszczenia Włodzimierza Czarzastego i jego
współpracowników. Wyraziłem nieśmiało swoje zastrzeżenia do ogólnych ocen
Andrzeja Górznego w chwili, gdy SLD wraca na polityczną arenę po umiarkowanym
sukcesie wyborczym. Zaproponowałem
Górznemu, aby miast ogólnych oskarżeń z pogranicza inwektyw, podyskutować o
programie SLD. Andrzej Górzny stanowczo odrzucił moją propozycję stwierdzając,
że o papierowych programach nie ma zamiaru rozmawiać. Poprosiłem go wtedy, aby
przedstawił swoją wizję lewicy, zarys ewentualnego programu... Moja propozycja
została definitywnie odrzucona. Natomiast Autor, jako człowiekiem zapewne
dobrze wychowany, poinformował mnie, że za chwilę usunie wszystkie moje wpisy.
Moją prośbę, aby ich do kosza nie wyrzucał zignorował.
Zostawił jednak pochlebne dla niego
wszystkie moje wypowiedzi.
Wspominam o tym, albowiem Górzny nie jest jedynym, zaciekłym krytykiem SLD,
należy chyba do dość licznej grupy wspierającej się nawzajem. Na kilku takich
przeciwników trafiłem na FB. Zawsze proponuję im rzeczową dyskusję i zawsze
trafiam na obraz…Górznego. Wszyscy, jednogłośnie odrzucają program SLD
twierdząc, że nie warto go czytać, bo to strata czasu.
Dziwi mnie ta nieugięta
jednomyślność. „Lewicowcy”
odrzucają propozycje SLD podniesienia podatków dla najbogatszych. Czyżby byli wszyscy z tej grupy?
„Lewicowcy” nie chcą słyszeć o zakazie
umów śmieciowych, podniesieniu płacy minimalnej i stawki godzinowej. Nie akceptują
wzrostu wydatków na seniorów. Są przeciwni obniżeniu podatków lub całkowitemu
ich zniesieniu dla najmniej zarabiających. O zmniejszeniu wydatków na obronę
nie wspominam.
W programie swoim SLD jasno mówi o
prawach kobiet, o prawach kochających inaczej, o tolerancji i prawach
politycznych obywateli. Może właśnie z tych powodów owi „lewicowcy”
kategorycznie odżegnują się od przeczytania PROGRAMU SOJUSZU LEWICY
DEMOKRATYCZNEJ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)